Zaloguj
Zarejestruj się »
 
48394466 odsłon od września 2004 roku Subskrybuj RSS
   
Artykuły
Filtr: Publicystyka, Historia Motoryzacji, Serwis, Wszystkie
Straszne skutki przesiadki
17.05.2010 r.

Chyba każdy, kto długo jeździł małym autem, przeżywa chwile grozy, gdy przesiada się do dużego. A tak się jakoś dziwnie dzieje, że groza rośnie wprost proporcjonalnie do różnicy między pojazdem, z którego wysiadamy a tym, do którego wsiadamy. Innymi słowy im większa różnica w gabarytach między starym autem a nowym, tym większa groza.


Ostatnio wspominałam z przyjaciółką, jak to wiele lat temu jej mąż zdecydował się sprowadzić z zagranicy wielki samochód kombi. Do tej pory rodzina jeździła małym fiatem. Jednak gdy się znacznie rozmnożyli, a na dodatek obrośli nie tylko dziećmi, ale i psami postanowili zerwać z fiacikiem. Co w zamian? Padło na Renault Nevada.
 

Przyjaciółka, gdy ujrzała Nevadę powiedziała, że nigdy nie siądzie za kierownicą. Mężowi, wyznającemu zasadę, że baba za kierownicą to samo zło, a jeśli nie samo zło to przynajmniej zgroza, najpierw to nawet pasowało. Przestało pasować po kilku tygodniach, gdy pojechali na kilka imprez i... za każdym razem on musiał robić za Krzysia. No bo napić, się chciał, ale przecież poza nim nikt Nevady nie poprowadzi... I tak biedaczysko obserwował, jak wszyscy się bawią, delektują winkiem, piwkiem i wódeczką, a on... przebiera nogami, by dojechać do domu i walnąć browarka przed snem, bo żona boi się Nevady jak diabeł święconej wody. Rozpoczął więc namawianie swojej połowicy, by jednak spróbowała. Ale małżonka była oporna. Na szczęście lub niestety... do czasu. Mąż bowiem złamał rękę i to tak, że prowadzić auta nie mógł, bo z jakimś drutem siedział w domu i to głównie przed telewizorem. Wtedy się zaczęło. Chcąc nie chcąc musiała siąść za kierownicą Nevady, zwłaszcza, że poczciwy stary maluch już od dawna płakał na złomowisku.
 

Spotkałam wtedy przyjaciółkę na mieście w hipermarkecie. Siedziała z zakupami w kawiarnianym ogródku i kopała wózek. Z oczu leciały jej łzy, a z kolana strużka krwi. Jak powiedziała przeżyła właśnie chwile upokorzenia. Jej wielkie, nowe auto stoi na parkingu, a ona ni cholery do niego nie pójdzie. Co się stało? Opowieść zaczęła od prostego wyznania:
- Nie mieszczę się na pasie. Ta Nevada jest tak wielka, że po prostu zahaczam o pas dla jadących z przeciwnej strony.
Problem był mi znany, bo wiozłam kiedyś wujkowi mercedesa z Warszawy za Chełm i przez pierwsze 50 kilometrów tez miałam takie wrażenie. Zaczęłam więc pocieszać przyjaciółkę, że to minie, że przejedzie sto kilometrów i problem sam zniknie. A wtedy ona ryknęła:
- Pas to pół biedy! Co ja przeżyłam na parkingu!
 

Gdy spytałam co takiego przeżyła, długo nie mogła mi wyjaśnić, bo cały czas płakała. I jak tłumaczyła – płakała ze złości. Wreszcie zaczęła mówić. Okazało się, że 40 minut zajęło jej zaparkowanie między dwoma samochodami. Uparła się, bo przypomniała sobie złośliwy tekst męża, który mówił, że pierwszego dnia wróci zarysowanym samochodem. Chciała i sobie i jemu udowodnić, że nie, więc... parkowała dając do przodu i do tyłu kilkadziesiąt razy. Gdy wreszcie zaparkowała, nie mogła wysiąść, bo odstęp od aut stojących obok Nevady był za mały. W akcie ostatniej desperacji zdecydowała się wyjść... piątymi drzwiami, czyli... przez bagażnik. Wzbudziła przy tym na parkingu przed hipermarketem nie lada sensację, a potem wesołość, bo wyłaziła przez ten bagażnik ubrana w spódnicę pokazując wszystkim bieliznę. A co najgorsze w ostatniej chwili wywróciła się i rozbiła sobie kolano niczym pensjonarka. Po załatwieniu zakupów do auta wróciła, ale nadal nie mogła do niego normalnie wsiąść, bo samochody po obu stronach nadal stały zbyt ciasno. Początkowo nawet była skłonna wsiąść do auta przez tylne drzwi, ale zorientowała się, że jak wsiądzie to nie wpakuje zakupów i zanim wyjedzie z miejsca, to ktoś jej zakupy po prostu ukradnie, a jak wpakuje je do bagażnika, to nie wsiądzie, bo bagażnik będzie zakupami zawalony. Na dodatek po czyimś niewybrednym komentarzu, gdy próbowała gramolić się przez ten bagażnik do środka, usłyszała  „lalunia pokaż dupę” i po prostu się wściekła, a potem z tej wściekłości popłakała.
 

Proponowałam, że może ja wyjadę, ale nie! Przyjaciółka bała się, że porysuję auto, a co wtedy powie mąż? Stanęło więc na tym, że zabrałam jej zakupy, a ona wgramoliwszy się przez bagażnik wyjechała i stanąwszy tak, że tamowała ruch w parkingowej alejce mogła wreszcie schować zakupy do bagażnika i pojechać do domu. Wspominałyśmy ostatnio tę historię, bo teraz auto na większe zmieniła nasza znajoma. Moją przyjaciółkę jej stara przygoda z Nevadą, która do tej pory była tematem tabu, nagle zaczęła śmieszyć i... uznała ją nawet za fajną. Dlaczego? Bo teraz nie umiałaby już z powrotem jeździć żadnym małym autkiem.




Małgorzata Karolina Piekarska drukuj poleć
Dodaj komentarz

Przepisz kod z obrazka:  


Komentarze
Pio306 dnia 20-05-2010 o godz. 08:40:37

Zapewne... jak pokazuje proza życia... ani Krzysztof, ani ja... nie doczekamy się... niczego od Iwony:-))))))), bo takie jak ONA... nie istnieją w realu:-)))))))))))))))!!!
Miłego dnia dla wszystkich Pań i Panów!
Pio306 dnia 20-05-2010 o godz. 08:17:02

Dla zaognienia sytuacji... dwa cytaty:-)
1) " Facet ma być męski, ma wiedzieć co i jak i ustawiać kobitkę jak trzeba." "Chcę być adorowana, chcę się podobać i chcę żeby faceci byli facetami - Iwona"  - to tylko mała część cytatu i już na jej podstawie wnioskuję, że... tego nie mogła napisać kobieta:-)!!!...ale jeżeli to prawda, będę mniej wymagający niż  Krzysiek:-) poproszę o wiadomość na priv w celu dogłębnego skonfrontowania pogladów:-))))!
2) "De facto wprowadzanie parytetów tylko zaogni sytuację. Niech sprawy rozwijają się same, bez regulacji prawnych."  a jak myślisz???  Po co wprowadzili ten temat na "salony"??? Moim zdaniem,tylko po to, by odwlec i zakamuflować ważniejsze problemy i doprowadzić do kolejnej "kłótni na bocznych torach":-)))... no i w celu... podniesienia na wyższy poziom dyskusji u cioci na imieninach:-))))!!!  W naszym kraju-raju bez regulacji i umacniania się nie da! Jak widać i słychać w południowej Polsce zamiast regulować... rzeki i umacniać wały - zabrali sie za regulację... życzeń i cudów:-)))))... zapomnieli tylko o tym, że pogoda i natura nie ma "stracha" przd premierem takim... czy innym i tak zaraz nie ustąpi na jego widok:-)))))))))))))))
KrzysiekG dnia 18-05-2010 o godz. 11:06:40

Podaj telefon i zdjęcie :-)))

A poważniej - muszę się z Tobą w pewnym sensie zgodzić. Parytety są sztuczne! Gdyby kobiety chciały, to w polityce mogłyby istnieć. Jeśli wdrożymy parytety, to będzie łapanka, żeby znaleźć mnóstwo przedstawicielek płci pięknej. Które często po prostu nie chcą się brudzić polityką.
Po to wymyślono dwie płcie, żby były między nimi różnice. Urawniłowka nigdy nie przynosiła specjalnie pożytku. Bądźmy różni. Nikt kobietom przecież praw nie odmawia. A feministkom powiem - czemu nie chcecie parytetów w kopalniach, przy budowie dróg, dźwiganiu ciężarów w Biedronce? Czy jeśli my, faceci, zażyczymy sobie parytetów wśród pielęgniarek na przykład, to przedstawicielki tego zawodu nie podniosą krzyku, że chcemy im pracę odebrać?
De facto wprowadzanie parytetów tylko zaogni sytuację. Niech sprawy rozwijają się same, bez regulacji prawnych.
gość dnia 18-05-2010 o godz. 10:22:52

A ja stanowczo protestuję przeciwko:
- parytetom
- tępieniu szowinizmu
- deprecjonowaniu facetów
Facet ma być męski, ma wiedzieć co i jak i ustawiać kobitkę jak trzeba.
Wszystkim "równającym" mówię NIE.
Chcę być adorowana, chcę się podobać i chcę żeby faceci byli facetami
Iwona
Pio306 dnia 18-05-2010 o godz. 07:54:52

Bardzo zabawny artykuł... i taki... bardzo kobiecy:-))))
Zawsze, czyli od zarania dziejów,  to nam - facetom wmawia się, że jesteśmy uparci jak kozły, ale ten fragment: "  Okazało się, że 40 minut zajęło jej zaparkowanie między dwoma samochodami. Uparła się, bo przypomniała sobie złośliwy tekst męża, który mówił, że pierwszego dnia wróci zarysowanym samochodem. Chciała i sobie i jemu udowodnić, że nie, więc..."  całkowicie temu stwierdzeniu zaprzecza:-) - parytet został osiągnięty, jesteście tak samo uparte a może... nawet bardziej:-)!
BTW 1: parking był tak zapchany, że nie dało się stanąć tak, by nie mieć w/w problemów???:-)))...
chyba...  że takie zachowanie jest potwierdzeniem tezy,  że myślicie "inaczej":-) (tu, niestety, parytety nigdy nie zadziałają) i na dokładkę - jesteście leniwe, bo kto to widział by pchać ten głupi wózek z zakupami po całym parkingu skoro można zaparkować w drzwiach supermarketu:-)))
BTW 2: naprawdę - uwielbiam kobiety i proszę tego komentarza nie traktować jako męski szowinizm!
BTW 3: moja szwagierka miała ten sam syndrom... tylko, że trzy razy:-))))!
Pierwszy raz gdy kupili seicento, płakała, że musi znowu do niego rano wsiadać i jechać do pracy, po
raz drugi, gdy kupili Opla astrę kombi: bo taaaaaki wielki! i po przesiadce do Mercedesa W124 kombi: bo jeeeeszcze większy:-)))))))
gość dnia 17-05-2010 o godz. 20:21:01

Lodówka, nie pomalowana, czyli biała Nevada (po liftingu) była moim pierwszym francuskim autem, przesiadłem sie do niej ze Sierry (bardzo miły samochodzik), ale nie kombi. 1765 ccm, czy coś takiego, benzynka z wtryskiem, mięciutka, komfort super, po prostu mnie zauroczyła. Też mi się wydawała ogromna, a zwłaszcza dłuuuga. Woziłem w niej długie  na 2,8 m  przedmioty potrzebne mi do pracy (ukladalem po przekatnej) po całej polsce. W 3 lata zrobilem 155 tyś, wymieniając przegób lewy i szczotki w alternatorze, sprzedałem jak miała 190 tyś. Od tego czasu (1993 r.) jeżdżę renówkami, i tak już zostanie.
Pozostałe artykuły
Piłeś? Nie jedź!
Samochód to jednak masa kłopotów. Myślę o tym nie bez powodu. Co z nim zrobić, gdy mamy ochotę się napić? Najlepiej zostawić w garażu lub przed domem. A jeśli już wyjechaliśmy... co wtedy? Nigdy nie siadam za kierownicę po alkoholu. Od wczoraj mam wrażenie, że właściwie to też najwyraźniej jest karane przez los.
04.05.2011 r.
6 komentarzy więcej
 
105 lat Renault w Polsce - cz I (1906-1918)
Renault powstało we Francji 1898 roku. Zaledwie osiem lat później utworzone zostało pierwsze oficjalne przedstawicielstwo firmy w Polsce, które mieściło się wówczas na parterze budynku, w którym działalność prowadził zakład budowy powozów konnych. Pierwsze samochody z Billancourt pojawiły się w naszym kraju w kwietniu 1906 roku czyli na 85 lat przed powstaniem Renault Polska. Od tej chwili mija właśnie 105 lat. Choć pierwszy importer samochodów Renault stawiał raczej na inne marki, to właśnie francuska firma zdobyła uznanie klientów i przetrwała na rynku do dziś.
26.04.2011 r.
0 komentarzy więcej
 
Nie zaparłam się i mam...
Tak, jak bezdzietny nigdy nie zrozumie tego, kto ma dzieci, tak ten, kto nie ma prawa jazdy, nigdy nie pojmie praw, jakimi rządzi się jazda samochodem. Nie chodzi tylko o przepisy ruchu drogowego, bo te znają i rowerzyści. Chodzi mi o proste zasady, co samochodem wolno, a czego nie. Co dla auta jest dobre, a co nie.
14.04.2011 r.
2 komentarzy więcej
 
Renault 4 na drogach i bezdrożach świata
Począwszy od morderczego East African Safari w 1962 r., który załoga złożona z Bernarda Constena i Claude’a Le Guézec ukończyła na piątym miejscu w swojej kategorii, poprzez Rajd Monte Carlo albo bezdroża południowo-amerykańskie, Renault 4 pozwoliło, dzięki swojej wytrzymałości i właściwościom jezdnym, wielu pokoleniom na rzucenie wyzwania sportom motorowym lub na odkrywanie świata.
25.03.2011 r.
0 komentarzy więcej
Forum
przejdź
Ankieta
pozostałe
Jaki masz telefon?

Z systemem Android (np. Samsung Galaxy)
Z systemem iOS (Ipone)
Z systemem Symbian (np. Nokia)
Inny
Głosów: 152 | Wyniki