Zaloguj
Zarejestruj się »
 
48394551 odsłon od września 2004 roku Subskrybuj RSS
   
Artykuły
Filtr: Publicystyka, Historia Motoryzacji, Serwis, Wszystkie
Po prostu go zalej!
24.05.2010 r.

Kilka lat temu kumpel, który kupił renault piątkę (ja wtedy walczyłam zawzięcie ze starym maluchem) bardzo chciał przede mną zaszpanować, jak to może swój samochodzik rozpędzić i... rozpędził na zalanej wodą ulicy. Oczywiście przypomniało mi się to teraz w związku z powodzią i napływającymi zewsząd informacjami na ten temat. Na przykład ostatnio mówiono w telewizji o ludziach na Śląsku, którzy chcąc chronić samochody przed zalaniem postanowili postawić je na 30 metrowej górce. Niestety i ta znalazła się pod wodą, a tym samym pod wodą znalazły się również postawione na niej samochody.



Wtedy przed laty, gdy mój kumpel rozpędził swoją renówkę też był maj. Na dodatek maj burzowy lub, jak kto woli burzliwy. I tak w czasie wiosennej ulewy na jednej z głównych stołecznych arterii, czyli Alei Jana Pawła II-go przy rondzie ONZ kumpel przez gigantyczną kałużę przejechał, jak szatan. Dla niego autko było nowe, ale tak w ogóle nie było świeżo z salonu, bo sprowadził je sobie używane zza granicy. Finał rozpędzenia był taki, że stanęliśmy renówką w samym środku kałuży i dalej ani rusz. Ponieważ jechaliśmy na imprezę do innego kumpla, więc oboje byliśmy elegancko ubrani, choć przyznam nieskromnie, że ja bardziej. A bo to i pantofelki, a bo to i pończoszki, a bo to i sukienusia na mnie prezentowała się całkiem elegancko, że o torebuni nieśmiało napomknę. Dlaczego jechaliśmy tylko we dwójkę? Tego dziś nie pamiętam! Gdy stanęliśmy na środku kałuży i dalej ani rusz, kumpel spojrzał na mnie i powiedział udając greka:

- Nie wiem, co się stało.

- No jak to nie wiesz co? Silnik zalany! - odpowiedziałam, bo dla mnie - posiadaczki malucha - było to jasne, jak słońce.

- Ale jak to też on się zalał?

- Sam się nie zalał. Ty go zalałeś, bo gnałeś, zrobiłeś za duże fale i górą, czyli maską się wlało.

Kumpel rzecz jasna nie wierzył. Jak go przekonać? Trzeba by wysiąść i stanąć w samym środku kałuży, by otworzyć maskę. Na to on nie miał ochoty, a ja tym bardziej. Najgorsze było jednak to, że staliśmy pośrodku tej kałuży i wszystkie auta jadące za nami po prostu trąbiły, a deszcz lał. Po pięciu minutach bezskutecznych prób zapalenia silnika i usłyszanej od policji uwagi, że mamy wystawić trójkąt ostrzegawczy lub zepchnąc auto kumpel się poddał. Stwierdził, że woli auto zepchnąć na bok i spojrzał przy tym na mnie. Spytałam go więc, czy liczy na to, że ja w skórzanych pantofelkach na szpilce i w eleganckich pończochach wejdę w kałużę i przemaczając nogi będę pchała JEGO auto w ulewny deszcz? Auto, któremu zalał silnik, bo się SAM debilnie przede mną, i to diabli wiedzą po co, popisywał? Kumpel milczał, a szczęka chodziła mu w tę i z powrotem, jakby był bokserem przed walką lub marzącym o kości buldogiem francuskim. Zaproponowałam, by sam wysiadł i pchał samochód, a ja nim pokieruję. O nie! Na to on się nie zgadzał, bo przecież mu rozbiję! Dodałam, że oczywiście zrobię to, bo renówką piątką napędzaną siłą jego mięśni na pewno rozpędzę się do 150 kilometrów na godzinę i przywalę z całej siły w mur Hali Mirowskiej. Kumpel udal głuchego i próbował przez okno (sic!) zaczepiać jakichś ludzi, by oni pchnęli mu samochód. Bezskutecznie. Jeden pan, ktory nawet miał na nogach kalosze, powiedział, że auta z dwiema osobami pchać nie będzie. Ja zgadzałam się wysiąść, ale ze względu na strój domagałam się przeniesienia na chodnik na rękach. Kumpel powiedział, że nie ma głowy do noszenia mojej starej dupy, co trochę mnie ubawiło, ale i rozjuszyło. „Stara dupa? Ja ci dam stara dupę!” - pomyślałam i... postanowiłam nauczyć go moresu, czyli wezwać sobie taksówkę i zostawić na pastwę losu. Jak po tylu latach znajomości mnie tak traktuje, to ja się przejmowac nim nie będę. Oczywiście pozostawał problem, jak przejść do taksówki nie zamaczając nóg. Dość szybko zdecydowałam się po prostu zdjąć pończochy i pantofle. Do taksówki jakoś przebiegnę. Jednak pchać auta na bosaka nie będę, bo się po prostu rozchoruję, a poza tym... dlaczego ja mam pchać auto z ciężkim facetem za kierownicą, a nie odwrotnie? Hę? Kumpel był jednak nieprzejednany. Autem on będzie kierował, bo to jego samochód.

- Nawet żonie nie daję go prowadzić! - powiedział z dumą.

- Łaski bez - stwierdziłam i zaczęłam zdejmować buty wykręcając przy tym numer korporacji taksówkowej. Kumpel najpierw się ucieszył, bo myślał, że będę pchać samochód, ale zorientowawszy się, że rozbieram się, by przesiąść do taksówki i samej jechać na imprezę, zostawiając go tym samym z problemem auta w kałuży, poszedł po rozum do głowy i puścił mnie za kierownicę. Sam w zawiniętych spodniach i boso zepchnął samochód na pobocze. Zanim auto ponownie zapaliło siedzieliśmy w nim dobre pół godziny. Oczywiście w milczeniu. Bo kumpel był obrażony, że przemoczył sobie nogi. Ale naprawdę ja nie kazałam mu pędzić przez kałuże! A on zachowywał się tak, jakbym to ja przed wjazdem w kałużę powiedziała:

- Po prostu go zalej!

P.S. Pamiętam, że kiedy dojechalismy na miejsce jego żona powiedziała mi, że gdyby była w aucie zamiast mnie, to ona musiałaby pchać.




Małgorzata Karolina Piekarska drukuj poleć
Dodaj komentarz

Przepisz kod z obrazka:  


Komentarze
Pio306 dnia 28-05-2010 o godz. 14:16:10

gość dnia 28-05-2010 o godz. 09:17:16 - możliwe, że ten tekst jest trochę infantylny, ale jakże kobiecy(!)...  i pamietaj(!) - nie każdy od razu pisze jak...  John Irving:-)))
Daj Jej szansę!, daj jej szansę!, daj jej szansę!, daj jej szansę!, daj jej szansę...:-)))))
BTW: kolega okazał się raczej niezbyt super:-), zaś o samochodzie trudno coś powiedzieć,  jeżeli nie trzymało się w nim kierownicy przez przynajmniej 100 km:-)))
gość dnia 28-05-2010 o godz. 09:17:16

frustrat frustratem, ale tekst jest niezwykle żenujący, taka to opowieść gimnazjalistek, jak to mój super kolega woził mnie swoim super samochodem.
Pio306 dnia 26-05-2010 o godz. 09:36:44

hehehehe, na końcu miało być: blagierstwa - ale gdzieś mi literkę "L" z klawiatury zajumało:-))))
Pio306 dnia 26-05-2010 o godz. 09:34:10

" Poza tym emancypacja i równouprawnienie nie znaczą jeszcze, że można kobietę taką "łaciną" zjechać." - nie to miałem na myśli - pisałem o demokracji - a ta niestety... dopuszcza takie zachowanie, jakim jest wolność głoszenia swoich poglądów - nawet jeśli nie są one w danym momencie popularne, uczciwe i mądre!!!:-)))), ale czego tu się spodziewać w tym kraju-raju, gdzie podobno przykład "idzie z góry":-))))
Poza tym napisałem,  żem obecnie człek  pogrążony w błogim lenistwie i tylko dlatego nie pobiegłem do piwnicy po siekierkę na "gościa"!!!:-))))> Z powodu tegoż, w/w lenistwa próbuję zwalczać chamstwo... "godnościom osobistom" (to też cytat ze znanego, jak widać, nie wszystkim, kabaretu:-))))
Pozdrawiam i życzę wszystkim jak najmniej wszechpanującego chamstwa i bagierstwa...
... wiem, wiem... to tylko marzenia:-))))
KrzysiekG dnia 25-05-2010 o godz. 23:08:44

Różnicę zdań jestem w stanie zrozumieć, Piotrze, ale nie chamstwo. Co z tego, że wykropkował parę literek, jak i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi.
Poza tym emancypacja i równouprawnienie nie znaczą jeszcze, że można kobietę taką "łaciną" zjechać.
Pio306 dnia 25-05-2010 o godz. 22:55:38

Ojjjjj Panie RedNacz... czyżby zmina upodobań???
Dwa razy z rzędu wymieniłeś w komentarzu nazwę niemieckopodobnego samochodu: " Szkoda. Szkoda" :-))))
Jedno  w tym okropieństwie jest dobre(bo podobno... stale trzeba szukać "jasnych stron życia" - tak przynajmniej twierdzą GOŚCIE z Monty Python's... ale(zawsze jest jakieś "ale"), z drugiej strony "żyć" - tylko trochę inaczej pisane, to w języku kaszubskim - pewna część ciała umieszczona z ... tyłu:-)))!) - odmienność zdań - świadczy  o ogromnej, tutaj panującej DEMOKRACJI i tolerancji - nawet dla frustratów:-))), choć w tym wypadku trudno o tolerancję... a może to przez lenistwo - nie chce mi się szukać na "gościa" siekierki:-))))
KrzysiekG dnia 25-05-2010 o godz. 11:28:29

Ja rozumiem, że można mieć swoje zdanie, również na temat parytetów, równouprawnienia, emancypacji itp. itd. Niestety posiadanie odrębnego zdania nie jest równoznaczne z przyswojeniem sobie elementarnych zasad kultury, czemu wyraz dał frustrat z godz. 02:10:29.
Szkoda. Szkoda, że zaglądają tu przypadkowi posiadacze aut francuskich. A może nawet nie posiadacze, tylko przypadkowi goście tego wortalu. Żenujące :-(((
gość dnia 25-05-2010 o godz. 11:21:12

Fajna stronka, jaki blog... fajna rzecz :-)
gość dnia 25-05-2010 o godz. 10:37:23

Kolejny dowód na to, że ten portal zamienia się w bloga. Być może i tu trzeba będzie zablokować komentarze...
Bez komentarza więc.
Pio306 dnia 25-05-2010 o godz. 08:06:28

Dobre:-)))) i jakże... feministyczne:-))))
Tylko... po co Panowie tak się kłócicie, wyzywacie od "wieśmaków" i innych takich tam buraków:-)??? skoro za chwilę i tak usuną ten temat:-((( .
Tak jak poprzedni artykuł autorstwa Pani Małgorzaty... i to przy tak pięknie rozwijających się komentarzach:-))))))
BTW: swoją drogą - ten facet z Renault to (i tu wpiszcie swoje ulubione... określenie:-), bo ja określiłbym go wyrazem zaczynającym się na "D" i gdzieś na końcu wyrazu byłoby: "ek"(ew. "D" można zmienić na "G" - zaś zakończenie pozostawić to samo:-)))))))!)
BTW2: może tym razem dowiem się od Pani Iwony z poprzedniego, usuniętego tematu,  jak to jest z tym męskim szowinizmem:-)))))
BTW3: do: gość dnia 25-05-2010 o godz. 02:10:29 - chyba Ci "gościu" w nocy chirurdzy czerep na nieopróżniony nocnik wymienili:-))), żeś takie rzeczy zaczął wypisywać... trochę to niesmaczne... w tak wysublimowanej smakowo... francuskiej stronce o samochodach:-))))
gość dnia 25-05-2010 o godz. 07:33:04

Fajny tekst :-)
Pozdrawiam wieś z pierwszego komentarza.
Trochę taktu i kultury Ci nie zaszkodzi BURACZKU
gość dnia 25-05-2010 o godz. 07:31:25

Kolego wies z ciebie wychodzi niesamowita. Przez mysl by nie przeszlo dobrze wychowanemu facetowi, zeby kazac kobiecie pchac samochod w momencie gdy on sam siedzi za kierownica.
Jesli nie szanujesz kobiet, twoja sprawa, ale przynajmniej bzdur nie wypisuj.
gość dnia 25-05-2010 o godz. 02:10:29

Typowe podejście kobiety. K....wa, korona by ci z głowy spadła, jakbyś koledze pomogła. P..rzysz o jakiś rajstopach i butach. Zapomnialaś jeszcze dodać o tapecie na twarzy, który zaktywa syfy, wągry i inne niedoskonałości, a który by ci się zmył i wtedy to dopiero byłaby tragedia, próżna babo. Niedobrze mi się robi jak czytam tą opowieść.

Równouprawnienie stosuje tylko wtedy, gdy jest to jej wygodne. Przez drzwi chce przejść pierwsza, przecież jest kobietą, zarabiać nie mniej niż mężczyzna, bo niby dlaczego. Samochodu nie popchnie, bo jakże to, przecież jest kobietą, przeziębi się, za to mężczyźni są odporni na przeziębienia. Mąż kwiaty od czasu do czasu przynosić powinien, chociaż sama do dawania się nie poczuwa, bo przecież jest kobietą, itd.


Pozostałe artykuły
Piłeś? Nie jedź!
Samochód to jednak masa kłopotów. Myślę o tym nie bez powodu. Co z nim zrobić, gdy mamy ochotę się napić? Najlepiej zostawić w garażu lub przed domem. A jeśli już wyjechaliśmy... co wtedy? Nigdy nie siadam za kierownicę po alkoholu. Od wczoraj mam wrażenie, że właściwie to też najwyraźniej jest karane przez los.
04.05.2011 r.
6 komentarzy więcej
 
105 lat Renault w Polsce - cz I (1906-1918)
Renault powstało we Francji 1898 roku. Zaledwie osiem lat później utworzone zostało pierwsze oficjalne przedstawicielstwo firmy w Polsce, które mieściło się wówczas na parterze budynku, w którym działalność prowadził zakład budowy powozów konnych. Pierwsze samochody z Billancourt pojawiły się w naszym kraju w kwietniu 1906 roku czyli na 85 lat przed powstaniem Renault Polska. Od tej chwili mija właśnie 105 lat. Choć pierwszy importer samochodów Renault stawiał raczej na inne marki, to właśnie francuska firma zdobyła uznanie klientów i przetrwała na rynku do dziś.
26.04.2011 r.
0 komentarzy więcej
 
Nie zaparłam się i mam...
Tak, jak bezdzietny nigdy nie zrozumie tego, kto ma dzieci, tak ten, kto nie ma prawa jazdy, nigdy nie pojmie praw, jakimi rządzi się jazda samochodem. Nie chodzi tylko o przepisy ruchu drogowego, bo te znają i rowerzyści. Chodzi mi o proste zasady, co samochodem wolno, a czego nie. Co dla auta jest dobre, a co nie.
14.04.2011 r.
2 komentarzy więcej
 
Renault 4 na drogach i bezdrożach świata
Począwszy od morderczego East African Safari w 1962 r., który załoga złożona z Bernarda Constena i Claude’a Le Guézec ukończyła na piątym miejscu w swojej kategorii, poprzez Rajd Monte Carlo albo bezdroża południowo-amerykańskie, Renault 4 pozwoliło, dzięki swojej wytrzymałości i właściwościom jezdnym, wielu pokoleniom na rzucenie wyzwania sportom motorowym lub na odkrywanie świata.
25.03.2011 r.
0 komentarzy więcej
Forum
przejdź
Ankieta
pozostałe
Jaki masz telefon?

Z systemem Android (np. Samsung Galaxy)
Z systemem iOS (Ipone)
Z systemem Symbian (np. Nokia)
Inny
Głosów: 152 | Wyniki