Zaloguj
Zarejestruj się »
 
41622173 odsłon od września 2004 roku Subskrybuj RSS
   
Artykuły
Filtr: Publicystyka, Historia Motoryzacji, Serwis, Wszystkie
Najlepsze auto – służbowe. Czyżby?
12.07.2010 r.

Najlepsze auto – służbowe. To zdanie powtarzane jak mantra przez wielu moich znajomych. Wszyscy zachwalają służbowe auta. Bo tylko się leje benzynę, a wszystkie kłopoty z naprawami ponosi firma, która jest jego właścicielem. Oczywiście ochy i achy są do czasu. Nie daj Boże, by służbowe auto się zepsuło lub… uległo wypadkowi. Wtedy nagle się okazuje, że lepiej jeździć swoim.


Od wielu lat, pracując dla Telewizji Polskiej, jeżdżę na zdjęcia samochodami służbowymi i „atrakcji” z tym związanych mam naprawdę co nie miara. Nie tylko zresztą ja. Głównie ci, którzy za te auta odpowiadają. Kiedyś w siarczysty mróz na światłach przy Grzybowskiej coś z całej siły z impetem uderzyło w nasz samochód. Odgłos by taki, jakby rzucono kamieniem. Kierowca wysiadł i… okazało się, że to zlodowaciała bułka. Zapewne wypadła z dzioba jakiemuś ptakowi, który chciał się pożywić po rozmrożeniu, ale zmarzliny nie był w stanie utrzymać w dziobie. Samochodowi na szczęście nic się nie stało, ale gdyby np. wgnieciona została maska kierowca musiałby pisać raport wyjaśniający. Brzmiałby mniej więcej tak: „w dniu… stałem na światłach, gdy nagle z nieba spadła bułka”. Kto w ten raport uwierzy? By go uwiarygodnić trzeba dopisać: „świadkami upadku bułki byli…”.
Najgorsze są jednak kolizje samochodowe w trakcie zdjęć. Czekanie na policję się dłuży… zdjęcia się nie odbywają. Jest zagrożenie, że program się nie ukaże i… kierowcy zadowalają się oświadczeniami drugiej ze stron. Bywa to zgubne. Kolega, który został w trakcie zdjęć stuknięty przez auto pewnej pani i zadowolił się napisanym przez nią oświadczeniem, poniósł sromotną klęskę. Płacił za stłuczkę z własnej kieszeni, bo pani wyparła się oświadczenia. Twierdziła, że to nie jej charakter pisma. Było to prawda, bo… oświadczenie pisał kolega. Pani szlochała, trzęsła się itd., więc chciał jej pomóc, zwłaszcza, że się spieszył. Tymczasem łzy pani były na pokaz. Ubezpieczycielowi z zimną krwią powiedziała, że zdarzenie nie miało miejsca. A ponieważ jej auto było całe, (stłuczka miała miejsce w piątek, a telewizja zaczęła dochodzić swoich praw dopiero w poniedziałek, bo pracownicy administracyjni weekendy mają wolne), więc szukaj wiatru w polu.
Najgorsze jednak zdarzenie miał nasz kolega fan motoryzacji – telewizyjny operator. Otóż kilka lat temu wybrał się z kamerą do Fortu Czerniakowskiego, oddziału Muzeum Wojska Polskiego. Tam miał nagrać jakiegoś historyka techniki wojskowej. Na zdjęcia jechał wraz z nim praktykant, który wyczuwszy słabość kumpla do motoryzacji zaczął opowiadać o autach, które w swoim życiu prowadził. Czego w tych opowieściach nie było! I auta japońskie i niemieckie i amerykańskie i szwedzkie. Gdy dojechali na miejsce, kamera została ustawiona i przed nią stanął historyk. W tym momencie zza węgła fortu wyjechał opancerzony rosomak, a jego kierowca wychylił się i zaczął wrzeszczeć, by przestawić służbowe telewizyjne auto, bo stoi na drodze. Operator poprosił więc praktykanta, by to zrobił. Skoro jeździł tyloma zagranicznymi autami – poradzi sobie ze służbowym fordem „mondeo”. To co się po chwili wydarzyło trwało zaledwie kilka sekund. Służbowy „mundek” uderzył z całej siły w rosomaka. Silnik dosłownie „wyszedł” przez maskę. Operator podbiegł do gramolącego się zza kierownicy praktykanta i spytał:
- Coś ty zrobił?
- Nie wiem – padła odpowiedź. – auto mi po prostu uciekło!
- Jak to ci uciekło?
- No nie wiem! Sam nie wiem, jak to się stało.
Ponieważ zdjęcia trwały, więc operator kręcił, to co było potrzebne, a w tym czasie reszta wzywała z firmy pana zawiadującego służbowymi samochodami. Rozmowa była krótka:
- Bo tu służbowe auto wpadło pod „Rosomaka”.
- Co wy mi tu pier...! Przecież nie mamy żadnej ekipy w Iraku!
Trzeba było przesyłać MMS’a ze zdjęciem służbowego auta pod „Rosomakiem”, by szefostwo dało wiarę. Zażądało od praktykanta okazania prawa jazdy.
- Zapomniałem z domu.
- No to jedziemy po nie, bo to dla ubezpieczyciela potrzebne. Gdzie mieszkasz?
- Ale w domu tez nie ma, bo uprałem.
- Jak to uprałeś? Przecieć to jest plastikowa taka karta…
I wtedy się wydało, że szpanujący motoryzacją praktykant nawet nie ma prawa jazdy. By ubezpieczenie wypłaciło odszkodowanie ktoś musiał wziąć na siebie winę za jazdę autem prosto pod „Rosomaka”. Bo przecież ubezpieczenie nie zwraca za naprawę szkody powstałej w wyniku prowadzenia auta przez kogoś, kto nie ma stosownych uprawnień. Za to, że służbowe auto traci zniżkę operatorowi potrącono z pensji. Praktykantowi powiedziano, że temu, kto wziął na siebie jego winę powinien postawić skrzynkę koniaku. Coś ponoć postawił.
Historie mogłabym mnożyć, ale… po co? Sprowadzają się do jednego pytania. Czy warto tak się cieszyć tym korzystaniem ze służbowego auta? Skoro wychodzi, że wszystko dobrze dopóki… nie ma stłuczki lub awarii.




Małgorzata Karolina Piekarska drukuj poleć
Dodaj komentarz

Przepisz kod z obrazka:  


Komentarze
gość dnia 13-07-2010 o godz. 11:35:41

A czy autorka zdaje sobie sprawę że jeśli przeczyta to ktoś z ubezpieczalni to osoby zamieszane w tę historię mogą mieć ciepło ?
Pozostałe artykuły
Samochody francuskie w filmach
Kinematografia francuska, sama w sobie dość oryginalna, jest wspierana przez francuskie koncerny samochodowe. Także ważne wydarzenia branżowe, z Festiwalem Filmowym w Cannes na czele, czy galą GOPO Awards w Rumunii, nie mogą się obyć bez Renault, czy Dacii. Ta miłość jest zresztą wzajemna – filmowcy w wielu krajach chętnie korzystają z oryginalnych stylistycznie samochodów francuskich marek. Mamy tego liczne przykłady, które wymieniamy poniżej. Oczywiście podana lista będzie przez nas stale aktualizowana.
13.06.2011 r.
21 komentarzy więcej
 
105 lat Renault w Polsce: lata 1970-1980
Początek lat 70. przyniósł Polsce nowe otwarcie na świat, zwłaszcza na kraje Europy Zachodniej. Ilość samochodów osobowych Renault wzrastała także dzięki prywatnemu importowi. Coraz częściej na polskich drogach były widoczne nie tylko małe "czwórki" i "szóstki", lecz także zgrabne coupe 15, a nawet pojedyncze egzemplarze Renault 20/30. Samochody Renault cieszyły się również rosnącą popularnością w świecie wyścigów – lata 70. były dla tej marki w Polsce dekadą sukcesów w sporcie.
19.11.2011 r.
2 komentarzy więcej
 
105 lat Renault w Polsce: lata 1945-1970
Po zakończeniu drugiej wojny światowej nadszedł czas ponownego rozwoju polskiej motoryzacji. Auta Renault zyskały uznanie polskich rajdowców, a modele dostawcze były wykorzystywane przez Pocztę Polską oraz Państwowe Przedsiębiorstwo Kolportażu „Ruch”. W latach 60. Renault stało się pionierem reklamy w powojennej Polsce i zyskało miano modnej marki.
15.07.2011 r.
1 komentarzy więcej
 
Co nas rozprasza za kierownicą
Właśnie o tym rozpoczęli rozmowę moi koledzy. Niby twierdzą, że od kobiet mają taką lepszą koncentrację, a jednak! Są rzeczy, które ich rozpraszają podczas jazdy samochodem. To dziwnie ubrani lub wyglądający ludzie, dziwne pojazdy, piękne kobiety, zrzędzenie nad głową, trąbienie, sygnał karetki, ale nie tylko...
26.06.2011 r.
3 komentarzy więcej
<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 następne >>
Forum
przejdź
Ankieta
pozostałe
Czy odczuwasz podwyżkę VAT?

Tak, bardzo
Trochę
Nie
Głosów: 401 | Wyniki