Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 może Was bardzo zainteresować. Bo jest dość przestronny, bardzo komfortowy a przy tym po prostu przyjemnie się nim jeździ. No i w wersji z automatem bezproblemowy w obsłudze i jeździe. Ale zacznijmy od początku. Mamy rok 2018, na rynku trwa ofensywa SUVów a klienci ulegają modzie bardzo skutecznie. Dzisiaj testuję dla Was samochód, który na pewno polubicie.

I chociaż miałem przetestować zdecydowanie inny model Citroëna, bo niestety ktoś, kto nim jeździł przed naszą redakcją, zignorował termin oddania auta do parku prasowego, postanowiłem przygotować dla Was  szybki test drugiej generacji „kolczastego”.

Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem, który trafił w moje ręce, był bogatszą odmianą, aniżeli C4 Cactus z poprzedniego testu. Wtedy otrzymałem wersję Feel, środkową w cenniku. Teraz trafiła mi się najbogatsza odmiana Shine. Na takie auto katalogowo przyszykować trzeba minimum 70.490 zł, co może się wydawać ceną dość wysoką, jak za w zasadzie auto sub-kompaktowe. Miesiąc temu napisałem parę słów o tym, czy C4 Cactus jest, czy jednak nie jest prawdziwym kompaktem. Nie będę więc dziś wracał do tego tematu.

Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem w wersji Shine wyceniany jest na 76.490 zł. O 6.000 zł więcej, niż analogiczne auto, z tym samym silnikiem, ale z przekładnią mechaniczną, pięciobiegową. Automat ma sześć przełożeń i Citroën podaje, że pali średnio o pół litra benzyny na 100 kilometrów więcej, aniżeli odmiana z ręczną „piątką”. Emituje też o średnio 11 g dwutlenku węgla więcej na kilometr. Jednakże skrzynię automatyczną trudno przecenić, gdy sporo jeździ się w mieście, a wydaje się, że dla Citroëna C4 Cactusa to środowisko wprost wymarzone. Nie znaczy to, że auto w trasy się nie nadaje – ja zaraz pierwszego dnia pokonałem nim ponad 200 km, z czego zdecydowaną większość w trasie, i nie odczuwałem żadnych niedostatków.

Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem, to samochód bardzo przyjemny. Ma wszak najnowsze zawieszenie francuskiej marki nazywane Progressive Hydraulic Cushions (PHC)™. Zbudowano go w oparciu o filozofię Citroën Advanced Comfort. Oznacza to wielopłaszczyznowe podejście do kwestii komfortu podróży. Komfort zawieszenia, to tylko jedna ze składowych tej filozofii. Skupiono się na komforcie akustycznym, komforcie dotyku, komforcie aromatycznym oraz komforcie wzrokowym.

I faktycznie – samochód jest wyciszony lepiej, niż pierwsza generacja C4 Cactusa. Ma przyjemne materiały wykończeniowe, w tym miłe w dotyku i odbiorze wzrokowym tonacje wnętrza (opcja). Ma dyfuzor zapachów. Ma nowe fotele z pianki o wysokiej gęstości zapewniające dobre podparcie ciała – w efekcie można zużyć cały bak paliwa nie wysiadając z samochodu, a gdy się wreszcie zatrzymacie, nie powinniście narzekać na jakiekolwiek zmęczenie, bóle, dolegliwości…

To wszystko naprawdę działa. Jak wspomniałem, nie zużyłem całego baku benzyny już pierwszego dnia, bo przejechałem tylko nieco ponad 200 km. Tyle, że najpierw musiałem się uporać z popołudniowymi warszawskimi korkami, a potem z uciążliwościami budowania trasy ekspresowej „po śladzie” krajówki. Później miałem trochę ukończonej ekspresówki i na koniec zwykła krajówka. I znowu miasto. I Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem na każdym z odcinków mojej podróży zapewniał mi dużo komfortu.

Czułem, owszem, to, po czym jadę. Nawet błoto narzucone przez wyjeżdżające z placów budowy wielkie ciężarówki. Bo nie jest tak, że zawieszenie Progressive Hydraulic Cushions (PHC)™ izoluje Was od podłoża. To z grubsza zwykłe amortyzatory, czemu więc miałyby Was odciąć od asfaltu? Różnica polega na tym, że wyposażono je w progresywne ograniczniki hydrauliczne. Sprawiają one, że amortyzatory nie dobijają na nierównościach, pozwalając dużo łagodniej je pokonywać.

Zawieszenie nie tyle więc odfiltrowuje Was od nierówności, co ogranicza ich wpływ na nadwozie. Tłumienie tychże nierówności jest skuteczniejsze, niektóre niwelowane są w dużym stopniu, inne w nieco mniejszym, ale i tak ma się wrażenie naprawdę komfortowej jazdy. Nie da się jednak ukryć – całkowitej separacji od asfaltu nie ma. I dobrze.

Ważne, że zawieszenie pracuje bardzo cicho. Samochód, który otrzymałem do testu, miał dokładnie 10.701 km przebiegu. Niedużo, ale w warunkach prasowych jest to już auto dość mocno używane wink Mimo to z podwozia nie dochodziły nawet najmniejsze stuki. Nic tam nie łomocze, nie puka, nie skrzypi, nie zgrzyta. Czytelnicy, którzy są wrażliwi na tego typu odgłosy (sam mam podobnie) powinni być usatysfakcjonowani.

Trzycylindrowy silnik z rodziny PureTech, w tym przypadku w 110-konnej wersji, jest słyszalny, ale w sposób, który zupełnie nie drażnił moich uszu. Zdarza się, że te jednostki czasem generują lekko metaliczny dźwięk. Co ciekawe wielu redaktorów z motogazetek uważa, że to dźwięk fajny, zadziorny. Cóż – każdy sobie to musi zdefiniować sam. Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem jest jednak w gronie tych aut PSA, które są dobrze wyciszone i dźwięk tego silnika drażnić nie powinien chyba nikogo. Komfort akustyczny zgodny z filozofią Citroën Advanced Comfort udało się osiągnąć.

Oczywiście nie jest to poziom Rolls-Royce’a, czy choćby Citroena C6, ale pamiętajmy o segmencie, w którym Nowy Citroën C4 Cactus się porusza. I o jego cenie. Nawet jeśli Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem kosztuje blisko 77.000 zł. To wciąż koszty bardzo przyzwoite.

Grająca w tej samej lidze ale brzydka jak noc Škoda Rapid Spaceback ze 110-konnym silnikiem 1.0 TSI nie występuje ze skrzynią automatyczną. Auto z manualną „szóstką” kosztuje (zależnie od wersji) od 60.900 do 71.450 zł. Minus ewentualny rabat – aktualnie można uzyskać 6.500 zł. Do tego jednak wypadałoby – by choć trochę zrównać się z Cactusem – co najmniej 2.400 zł na nawigację.

Ale nie będziemy się tu zajmować innymi modelami. Szkoda czasu, tym bardziej, że test okazał się szybki. Bardzo krótki. Raptem niespełna 42 godziny, czyli niecałe dwie doby. A przecież nie jeździłem non stop, bo zwyczajnie nie miałem na to czasu. Skupię się więc dziś przede wszystkim na tym komforcie, o którym pisać już zacząłem, oraz na pracy skrzyni biegów. Reszta jest w zasadzie tożsama z tym, co mogliście już przeczytać w teście sprzed nieco ponad miesiąca.

Dźwięk, jak już wspomniałem, został nieźle przytłumiony, przynajmniej jeśli chodzi o ten dochodzący z zewnątrz. To efekt zastosowania grubszych szyb, przedniej szyby akustycznej, dodatkowej izolacji szyb tylnych, właściwego uszczelnienia drzwi, a także wygłuszenia komory silnika i podłogi. Do tego dochodzi przyjemnie grający zestaw audio, który uprzyjemnia podróż. Oczywiście w wersji Shine można się cieszyć technologiami takimi, jak Mirror Screen. Naturalnie auto jest wyposażone w Citroën Connect Navi 3D. Dodajmy, że nawigacja owa ma całkiem aktualne mapy. Co więcej – pracuje w trybie live, więc w planowaniu uwzględnia dane o korkach, wypadkach i w ogóle utrudnieniach.

Materiały wykończeniowe i design wnętrza wersji Shine też sprawiają, że Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem okazuje się samochodem bardzo przyjemnym w odbiorze. To auto niepodobne do niczego innego, jedyne w swoim rodzaju. Chciałem napisać, że jeśli lubicie tradycyjne wnętrza, to Wam się Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem nie spodoba. Zaraz jednak przyszła refleksja – jako miłośnicy samochodów francuskich nie jesteście konserwatystami. Z pewnością doceniacie oryginalne rozwiązania Citroëna, Peugeota, czy Renault. Co więcej – być może jesteście gotowi zrezygnować z pewnych rozwiązań wzorcowych ergonomicznie na korzyść tych stylowych. Przynajmniej ja tak mam wink

Popatrzcie na te wewnętrzne uchwyty do zamykania drzwi. Któż inny mógł coś takiego zaproponować? Tylko Citroën! (no dobra, wiem, są jeszcze w o wiele droższych Jeepach). Popatrzcie na pokrywę schowka. Czy to czemuś służy? Nie. Za to forma jest wspaniała. Brakowało mi tych „guzików” w wersji Feel. Już choćby z powodu tego elementu stylistycznego warto dopłacić do Shine wink To różnica raptem 8.500 zł. Ale skoro jesteśmy już przy Feel, to dodajmy, że taki sam zespół napędowy można mieć także w takiej odmianie. Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem jest dostępny w wyposażeniu Feel oraz Shine. Jeśli więc musicie mieć skrzynię automatyczną, a budżet jest ograniczony (któż z nas nie ma tego problemu…), to wystarczy Wam 67.990 zł i już możecie się cieszyć z „kolczastego” z automatem.

Stronniczy przegląd prasy: AUTO ŚWIAT nr 26/2018

110-konny silnik zapewnia całkiem przyzwoitą dynamikę. Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem rozpędza się do maksymalnie 192 km/h, a setkę osiąga po 10,3 sekundy (dane fabryczne). Myślę, że jak na samochód tej klasy, to wartości co najmniej wystarczające. Pozwala to w miarę komfortowo podróżować poza miastem. Bez obaw wyprzedzać ciężarówki, czy autobusy. Co ciekawe – wrażenie dynamiki miałem w tym aucie subiektywnie lepsze, niż w C3 Aircrossie PureTech 130 z manualem, na którego zamieniłem „kolczastego”!

Skrzynia biegów sprawnie i łagodnie zmienia przełożenia na wyższe. Nieźle reaguje tez na gwałtowne wciśnięcie prawego pedału. Opóźnienie charakterystyczne dla automatów nie jest duże i w pełni akceptowalne jak na tego typu auto. Nieco gorzej natomiast wypada „zrzucanie” biegów. Każdy niższy jest wyraźnie wyczuwalny, może nie tylko w postaci szarpnięcia, co zauważalnego przyhamowania. Powiedziałbym, że to działa z grubsza tak, jak w skrzyniach sprzed dwóch dekad mniej więcej. Dzisiejsze przekładnie automatyczne (nie mam tu na myśli dwusprzęgłówek) potrafią to robić nieco kulturalniej. Nie mogłem się też pozbyć wrażenia, jakby komputer sterujący pracą skrzyni miał „na sztywno” ustawiony poziom obrotów, czy też prędkości, przy której zmienia biegi. Przykładowo szóstka pojawia się przy 100 km/h.

Skrzynia ma możliwość ręcznej zmiany przełożeń (lewarkiem; łopatek przy kierownicy brak), ale jeśli komputer uzna, że przełożenie jest zbyt wysokie w stosunku do prędkości, to nie pozwoli go wrzucić.

Generalnie jednak Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem zapewnia spory komfort podróży związany z tą skrzynią. Spalanie też wyszło akceptowalne – na dystansie 474 km pokonanych ze średnią prędkością 58 km/h Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem zużył 6,0 l/100 km. W ruchu typowo miejskim pokonałem tym samochodem nie więcej, niż 15% tego dystansu. W Warszawie auto potrzebowało jednak o niemal 50% więcej paliwa, niż wyniosła średnia – komputer pokazał 8,9 l/100 km. Tyle, że była to jazda trochę dynamiczna. Nie wariacka, ale trochę dynamiczna. Z kolei w trasie borykałem się z budową, była to więc podróż trochę „szarpana”, a jakieś 110 km przejechałem drogą ekspresową. Wydaje się więc, że tych sześć litrów nie jest wcale złym wynikiem, choć ekonomicznie nastawiony kierowca uzyskałby z pewnością lepszy rezultat.

Dużo komfortu zapewniają fotele C4 Cactusa. Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem wyposażony był (wersja Shine) w podgrzewane fotele. Oba miały zarówno regulację (ręczną) wysokości (o wzdłużnej, czy kącie pochylenia oparć nawet nie wspominam), jak i podparcia lędźwiowego. Do tego dobrze dobrana twardość pozwalała cieszyć się komfortem unikając jednocześnie bólu pleców podczas dłuższych przejazdów. Fotele są szerokie i wysokie. Czasem zdarza się, że oparcie kończy mi się na wysokości łopatek, choć nie jestem nadzwyczaj wysoki – mam 181 cm wzrostu. Nowy Citroën C4 Cactus ma fotele wysokie, do końca tej wysokości szerokie, i zapewniające całkiem przyzwoite podparcie boczne. Które zresztą wielkie być nie musi – to przecież nie jest samochód o aspiracjach sportowych. Czepić można się jedynie podłokietnika – jest na tyle szczątkowy, że równie dobrze mogłoby go nie być.

Kanapa z tyłu też jest wygodna, acz oczywiście nie wyprofilowana – musi w przyzwoitych warunkach pomieścić jednego, dwóch, a czasem trzech pasażerów. Do obić trudno mieć zastrzeżenia, do twardości / miękkości również, ważne natomiast, że zagłówki się „chowają” w razie potrzeby – gdy na danym miejscu nikt nie siedzi można je opuścić polepszając widoczność do tyłu w wewnętrznym lusterku. Testowy samochód był wprawdzie wyposażony zarówno w czujniki cofania, jak i w kamerę pokazującą, co jest za autem, ale samo lusterko przydaje się przecież nie tylko podczas cofania. Choć niestety niektórzy kierowcy zdają się z niego nigdy nie korzystać…

Naturalnie każdy z trójki pasażerów siedzących na kanapie ma do dyspozycji trzypunktowy pas bezpieczeństwa.

Pewnego przyzwyczajenia wymaga brak obrotomierza. Nie ma takiej opcji. Akurat w przypadku wersji z automatem nie ma to może większego znaczenia, ale podkreślam fakt „niemania” tego wskaźnika. To i tak jednak lepsze od słynnego „niemania” świateł wink

Sterowanie większością elementów samochodu, poza tymi bezpośrednio związanymi z jazdą, dokonuje się za pomocą dotykowego ekranu na konsoli środkowej. Mi osobiście to zupełnie nie przeszkadza, tym bardziej, że całość zaprojektowano sensownie i do najważniejszych funkcji dostać się można szybko i bezboleśnie. Gorsze, moim zdaniem, jest oszczędzanie nie na przełącznikach różnych funkcji – wszak w dobie XXI wieku ekrany dotykowe nie są już dla większości z nas niczym dziwnym. Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem (nie tylko zresztą w tej wersji silnikowej i skrzyniowej) nie ma pokręteł ograniczających nawiew przy dyszach. Można kombinować ustawieniami nawiewów na ekranie, ale nie zawsze da to spodziewany efekt. Czasem chciałoby się przykręcić trochę siłę nawiewu z określonej dyszy, ale nie ma na to szansy. Można jedynie nawiew skierować w inną stronę, co jednak nie zawsze jest rozwiązaniem oczekiwanym.

Brakuje tez oświetlenia przy osłonach przeciwsłonecznych. Nawet wersja Shine nie ma tego kobiecego ułatwienia wink Co więcej – w osłonie przed pasażerem nie ma lusterka! Być może to kwestia bezpieczeństwa – z uwagi na poduszkę powietrzną umieszczoną przed pasażerem w podsufitce. Dobrze spisuje się tempomat, auto wyposażono też w ogranicznik prędkości. Centralny ekran wyświetla obowiązujące prędkości, ale dane ma nie z kamery, lecz z systemu nawigacji.

Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem t ciekawa propozycja dla osób, które nie lubią „wajchować”. Idealne auto do miasta – ma niezbyt duże gabaryty, ale zapewnia sporą przestronność i kawałek bagażnika. To 348 dm³ (zgodnie z normą VDA), ale sprawia wrażenie wyraźnie większego. Samochód zapewnia dużo wielopłaszczyznowo rozumianego komfortu, wygląda nieźle (choć w moim odczuciu za bardzo go stylistycznie ugrzeczniono w stosunku do pierwszej generacji) i wyceniony też jest rozsądnie. Może właśnie trochę za dużo jest tego rozsądku w porównaniu z pierwszą generacją – tam wszystko było szalone wink Niemniej jednak na drugą generację „kolczastego” zdecydują się – być może – nieco bardziej konserwatywni klienci. Czy jednak to właśnie to było celem Citroëna?

Nie wiem. Cel, jakim był komfort, został natomiast osiągnięty! I jeśli tego szukacie, to Nowy Citroën C4 Cactus PureTech 110 z automatem (szczególnie z automatem!) może Was zainteresować.

Dziękuję Firmie Citroën Polska za wypożyczenie samochodu do testu.

PS. Dziennikarze motoryzacyjni bywają wyjątkowo niesłowni. C4 Cactus trafił do mnie przez przypadek, bo ktoś nie oddał auta do parku prasowego w terminie. Choć – jak sądzę – i tak pracownicy tegoż parku poszli mu na rękę pozwalając oddać samochód w takich godzinach, że ja mogłem go odebrać dopiero po południu.

Przyjechałem później, niż to było umówione, a tamtego samochodu nie było. Cóż… Dobrze, że obsługa stanęła na wysokości zadania i wydobyli mi skądś Nowego Cactusa z automatem. Odbierając go nie wiedziałem, kiedy będę musiał go oddać, ale nawet jeśli miałoby to być dzień później, to przecież coś o tym samochodzie napisać wypada, bo jest naprawdę ciekawy. Poważnie traktujemy naszych Czytelników.

 

Krzysztof Gregorczyk.

Galeria

22
Dodaj komentarz

avatar
1024
  
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
4 Wątki komentarzy
18 Odpowiedzi na wątki
3 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
12 Autorzy komentarzy
PiotrŁukaszWwaKrzysiekGoszczpawelhks Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Uber
Gość
Uber

A ja czekam na zwykłe c4. Ten kaktus jest trochę wąski, podobny w wymiarach do rapida.

Goszcz
Gość
Goszcz

Ciekawe czy drzwi będą korodowały po roku tak jak przed liftingiem a klapy ocierały przy wychyłach o karoserię i znów będą robili akcje wymiany 3/4 poszycia.
Auto bez bumperów zdecydowanie mniej ciekawe niż przed liftingiem, a szkoda. Amortyzatory z „progresywnym” systemem to też nie jakaś rewolucja, bo można kupić takie do większości samochodów, a rozwiązanie to wcale nie zapewnia rewolucji w komforcie.

PANTERA
Gość
PANTERA

Witam w jakm samochodzie francuskim są NAJWYGDNIEJSZE NAJLEPSZE SIEDZENIA? Nie chodzi mi o czy skóra czy welur tylko ogólnie które NAJWYGODNIEJSZE bez wezgledu czy welur czy skóra? Ja widząć na necie zdjęce fotela Vel Satis mysle ze Vel Satis ma najlepsze fotele. A jakie jest wasze zdanie jaki model ma najlepsze najwygodniejsze? C6,C4 picasso? Jaki?

PANTERA
Gość
PANTERA

nawet spoko auto fajne miekkie siedzenia ma. tylko brak obrotomierza w 2o18roku? i z tym wyciszeniem to tez nie ma co zachwalać jest test Pertyna gdzie sam mówi ze wyciszenie jest poniżej konkurencji. Przy 120-140 w kabinie było słychać ryk 3 cylindrowej kosiarki i dziewki z zewnątrz. sam mówił ze przy 130 nie da se normalnie rozmawiać. Pozdro. no i żeby auto za 100tyś i sie urywała dzwignia od regulacji fotela gdy chcemy sobie wyregulowac odcinek ledzwowy?? no slabo

remington
Gość
remington

Pertyn to oszołom, który bazuje na taniej sensacji. Nie ma nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem.

Artur
Gość
Artur

M. Pertyn w każdym samochodzie znajdzie wady, no chyba że mówi o niemieckim…

Piotr001
Gość
Piotr001

Oglądałem ten test i auto zostało bardzo dobrze ocenione. Wyjątek to wyciszenie. Natomiast wygoda, praca nowego zawieszenia- rewelacja! Jednak sam, nigdy nie komentuje tego czym nie jeździłem i kolegom życzę podobnego podejścia, bo ośmieszacie się bardziej niż trochę.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Boże, skończcie już z tym obrotomierzem!!! Od ponad 2 lat jeżdżę Cactusem bez obrotomierza i jakoś żyję i finkcjonuję – Cactus też! Nic się nie zepsuło i silnik się nie rozpadł tylko dlatego, że nie patrzyłem na obroty!
Jak ktoś jest „kiepskim” kierowcą to nawet brak uchwytu na kubek traktuje jak wielką tragedię – come on!

pawelhks
Gość
pawelhks

potwierdzam, brak obrotomierza w Cactusie jest porownywalny z brakiem prysznica bezprzewodowoego. Z ciekawosci jak jechali w dluzsza trase, tym razem Picasso, mialem tak ustawiony widok ekranu, ze nie wyswietlilem sobie obrotomierza. Bodajze raz w czasie wyprzedzania z ciekawosci chcialem sprawdzic na jakich obrotach pracuje silnik. Nie zrobilem tego, dalej zyje tak jak zylem wczesniej.
PS W Cactusie geniale sa uchylne tylne okna, w goraco dni jak ostatnio bardzo przyjemnie sie jedzie majac „rozlozone skrzydla”, moim zdaniem duzo fajniejsza jest cyrkulacja powietrza w srodku, wbrew pozorom bez nadmiernego halasu. Zupelnie inaczej sprawa sie ma przy tradycyjnie otwieranych oknach.

Piotr
Gość
Piotr

Co do braku bezprzewodowego przysznica – faktycznie to problem:-) Tyle, że niektórzy tzw. „młodzi i bardzonowocześni” bez sterowania prysznicem poprzez BlueTooth z poziomu aplikacji w smartfonie nie poradzą sobie… A o WC nie wspomnę nawet! Poza tym Cactus wizualnie podoba mi się, choć za podobną (nawet mniejszą) kasę można kupić coś większego / poważniejszego / wygodniejszego… (?) – np. Peugeota 301 Allure 1.6 benz . 115 KM z automatem EAT6 i wszystkimi opcjami dodatkowymi (z Navi, kamerą cofania + czujnikami, mirror-linkiem, pakietem stylist. alu, alufelgami itd…). Dla Cytryniarzy – Citroen C-Elysee. Pozdr. i bez hejtu;-)))

PANTERA
Gość
PANTERA

PEUGEOT 301 I C ELYZE TO W POROWNANIU DO C4 TACZKA I W POROWNANIU DO CACTUSA FOTELE 301 TO TWARDE TABORETY

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Akurat uchwyty na kubek wazna rzecz, szczegolnie z dziecmi na pokladzie. Obrotomierz przy automacie jest kompletnie zbedny.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Moja dwójka dzieci „wychowała się” w samochodach bez uchwytów na kubeczki i jakoś żyją i mają się dobrze To teraz nastała „kultura żarcia i picia” z tyłkiem przyklejonym do fotela – te wszystkie „drive’y” z zamawianiem „paszy” wprost z auta prowadzą tylko do tego, że drastycznie rośnie odsetek otyłych ludzi. Zamiast zatrzymać się na chwilę, rozprostować kości i wtedy skorzystać z baru lub zjeść własne kanapki, „rodzice”, od małego uczą potomstwo do wiecznego pędu i pośpiechu: szybciej, dalej, mocniej. Żeby tylko nie stracić minuty a potem straszna rozpacz (wypadki) lub wstyd (bo dziecko jest grube)… Nie żyjemy na pustyni a… Czytaj więcej »

pawelhks
Gość
pawelhks

Ja mam małe dzieci (4-5 letnie), wiec w aucie jemy na okraglo, ale jakies przekaski, nie sybstytut obiadu! Pijemy z butelki wode, dorosli tez jakos wola napis sie kawy jak ludzie na stacji benzynowej (szkoda, ze najczesciej z kuba plastikowego, a nie filizanki), ale popieram Pana Grzegorza – zadnego smieciowego jedzenia, zwlaszcza w podrozy. Jest naprawde duzo miejsc przy drogach, gdzie mozna zjesc lepiej niz w maku

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Hahaha uchwyty na kubki = smieciowe zarcie i grube dzieci. Uwielbiam takie wysuwanie wnioskow w internecie. Juz widze jak tlumaczycie dwuletniemu dziecku, ze pomimo 30*C na dworzu nie dostanie w samochodzie wody do picia i zeby zaczekalo na nastepny MOP za 80km (polecam szczegolnie S3 czy niemiecką 11-tkę). W lipcu na A1 kolejka do stacji benzynowej za Łodzią wystawała prawie na autostradę. Oczywiscie tez jestem przeciwny smieciowemu jedzeniu ale nie piciu wody przez maluchy w samochodzie jak na dworzu jest upał po 30 stopni. Sam pobyt na MOPie tez nie jest przyjemny w takiej temperaturze.

pawelhks
Gość
pawelhks

dwulatek wypije wode i odstawi butelke do uchwytu. Przepraszam w jakiej bajce?

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Do @Krzysztof: „Śmieciowe jedzenie” wynikło z pokrewności tematu – jak pijemy w aucie (vide uchwyt) to również jemy w aucie – o efektach (w skali makro a nie mikro) już wspominałem. Natomiast wracając do meritum: brak uchwytu na kubki jako minus auta, jest rzeczą totalnie absurdalną, zważywszy na fakt, że w większości samochodów możemy poradzić sobie korzystając z innych przestrzeni. W Cactusie mamy do tego ogromne schowki w tylnych drzwiach (nawet na dwulitrowe soki lub 3 butelki 0,5) oraz miejsce na kubek na tunelu środkowym. Wystarczy tylko pomyśleć ps. Niedawno wróciłem z dłuższego wyjazdu rodzinnego (2+2 dzieci) – jakoś nikt… Czytaj więcej »

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Kazdy ma inne priorytety, dla mnie uchwyty na kubki sa na tyle wazne, ze juz raz w aucie bez ani jednego cup holdera takie dokladalem (wychodzily w wersji na Stany). I tyle. Nie ma co dorabiac jakis bzdur ze jak ktos lubi miec pod reka 0.5l wody w czasie jazdy to je smieci i jest gruby. Bzdura taka sama jak „francuzy sie psujo”.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Ale 0,5 litra wody w butelce może bezproblemowo leżeć/stać w kieszeni drzwi – „cup holdery” w tym przypadku to taki sam „wymysł” jak – wspomniany przez @pawelhks – bezprzewodowy prysznic smile
Panowie, więcej rozsądku – nie warto „umierać” za uchwyty do napojów wink

ŁukaszWwa
Gość
ŁukaszWwa

Pewnie wielu z nas „wychowało się” w samochodach bez klimatyzacji, i też jakoś żyjemy. Niemniej nikt chyba nie neguje przydatności A/C smile W moim samochodzie tylny podłokietnik z miejscami na kubki jest chętnie używany i to niekoniecznie łącząc to z pochłanianiem junk foodu.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Do @ŁukaszWwa:
Jednak klimatyzacja to trochę inna „bajka” niż uchwyty na napoje. To tak jakby porównać silnik z wtryskiem bezpośrednim (zamiast gaźnika) do odsuwanych roletek na okna wink Pojechałeś…