Temat 500 zł na niektóre dzieci (nawet nie wiem, czy na większość) rozpala emocje, ale o polityce tu specjalnie nie będziemy pisać. O ekonomii zaś – i owszem. Powodem jest samochód, którym ostatnio pokonałem dokładnie 3.434 kilometry, w tym lekko ponad 3.000 km z trójką pasażerów. To Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – kompaktowe, przestronne kombi z wielkim bagażnikiem, w średnim poziomie wyposażenia (co nie znaczy w żadnym razie, że to auto ubogie!), i z silnikiem, którego moc jeszcze 15-20 lat temu była standardem, a nawet oczekiwaniem klientów w segmencie D, dziś zaś w kompakcie wydaje się niezbędnym minimum. Czy rzeczywiście?

Moc mocą, ale dieslem jeździ się przecież „na momencie”. A ten jest w omawianej 308-ce niemały – osiąga maksymalnie 300 Nm i to już przy 1.750 obr./min. Z kolei przy dwa razy wyższej prędkości obrotowej silnik 1.6 BlueHDi osiąga maksimum swojej mocy. W efekcie jest to wydajny napęd, który charakteryzuje się z jednej strony niezłymi osiągami, z drugiej zaś – okazuje się bardzo oszczędny. Peugeot obiecuje wprawdzie spalanie średnie na poziomie 3,9 l/100 km na felgach 17-, bądź 18-calowych i jedynie 3,8 l/100 km na „szesnastkach”, ale chyba nikt rozsądny nie liczy, że uzyska takie wartości. Odbierając testowy samochód z parku prasowego Peugeot Polska liczyłem, że trasa, jaką sobie założyłem, pozwoli mi się zmieścić w 6 l/100 km. Okazało się, że się przeliczyłem… Ale o tym w dalszej części.

Silnik 1.6 BlueHDi może być łączony bądź to z manualną, bądź z automatyczną skrzynią biegów, w każdym przypadku o sześciu przełożeniach. Średnie spalanie w cyklu mieszanym nie różni się – zdaniem Peugeota – dla żadnej z tych wersji. Do naszej redakcji trafiło auto z manualem, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Tym bardziej, że planowałem większą wyprawę chcąc sprawdzić, czy silniki BlueHDi potrafią – niezależnie od pojemności – być oszczędne. Ten w Citroënie Grand C4 Picasso (2.0 BlueHDi 150) okazał się bardzo fajną jednostką napędową – na dystansie niemal 960 km (trochę dróg ekspresowych, większość – krajowych, wojewódzkich i lokalnych, jakieś 15% dystansu pokonane w ruchu miejskim) spalił średnio 6,1 l/100 km. Od mniejszego i lżejszego Peugeota 308 SW oczekiwałem nieco niższego zużycia. Nieco, bo i silnik o 30 KM oraz 70 Nm słabszy, i trasa inna. Jak wspomniałem – pokonałem tym autem 3.434 km, z czego jakieś 900 (a więc 26%) przypadło na drogi krajowe i lokalne oraz ruch miejski, a pozostałe kilometry Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 spędził na autostradach – polskich, czeskich, austriackich, włoskich i niemieckich.

Postanowiłem bowiem odwiedzić miejsca, w których dość dawno już nie byłem. Nie sądziłem, by się one jakoś specjalnie zmieniły, ale warto co jakiś czas sprawdzić, czy Alpy stoją na swoim miejscu, czy nie wyschły kanały w Wenecji, i czy zamek Neuschwanstein nie został przekształcony w krzyżacką twierdzę ;-)

Niniejszy test będzie więc zawierał nie tylko opis samochodu, który już kilkakrotnie w różnych wersjach gościł w naszej redakcji, ale i nieco wrażeń turystycznych. Mam nadzieję, że taka forma przypadnie Państwu do gustu. Oczywiście to wyjątek – rzadko piszemy te materiały w taki sposób, ale tym razem postanowiłem to zrobić.

Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 trafił do naszej redakcji na tradycyjny, tygodniowy test. Pięć dni spędził w trasie wiodącej przez pięć państw, zatrzymaliśmy się na cztery noclegi, zwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. I jak by nie patrzeć – Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 okazał się bardzo fajnym towarzyszem tej podróży.

45. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Nawigacja (wymagająca dopłaty 2.500 zł w każdej wersji oprócz bazowej Access, w której jest po prostu niedostępna) spisywała się bardzo dobrze. Doskonale radziła sobie we wszystkich krajach, jedynie na kawałku polskiej A4-ki między Rzeszowem, a Krakowem nie posiadała w swych zasobach tej drogi – wiedziała jedynie, że jest ona projektowana (ślad na ekranie), ale nie miała pojęcia, że została już oddana do użytku. Co ciekawe nie przeszkadzało jej to we w miarę właściwym obliczeniu czasu podróży pierwszego etapu. A ten liczył sobie przeszło 1.300 km. Przejechaliśmy ten dystans – w tym ok. 170 km drogami innymi od autostrad – w niespełna 15 godzin zatrzymując się kilkakrotnie, czy to na tankowanie, czy to na kawę, czy na obiad. Nie cisnąłem przesadnie, ale i nie wlokłem się – starałem się jechać zgodnie z przepisami. Trasa pierwszego etapu wiodła z Kraśnika przez Rzeszów, Kraków, Gliwice, przejście graniczne w Gorzyczkach, Ostrawę, Ołomuniec, Brno, Wiedeń, Graz, Klagenfurt, Villach, Udine, aż do Mestre obok Wenecji. Oczywiście wszędzie można zobaczyć coś ciekawego, poszukiwania pozostawiam Państwu, pozwolę sobie jednak zasugerować kilka miejsc. Jadąc drogą E461 w Czechach, na południu kraju, już za Brnem, w pewnym momencie natrafić trzeba na zbiornik retencyjny Nové Mlýny. Zbiornik, jak zbiornik, ale droga prowadzi groblą przez to sztuczne jezioro, a dystans pokonywany w ten sposób wynosi mniej więcej 2 kilometry. Taka ciekawostka przyrodnicza ;-) Oczywiście dla lepszych wrażeń warto tamtędy przejechać przed zapadnięciem zmroku. Jeśli mają Państwo czas, to mogą Państwo skorzystać z atrakcji parku wodnego Aqualand Moravia zlokalizowanego przy północnej części owej grobli. My tego czasu, niestety, nie mieliśmy, ale kto wie, czy się tam kiedyś specjalnie nie wybierzemy.

Przyjemnym miejscem jest też Wörthersee kawałek na zachód od Klagenfurtu. To najcieplejsze alpejskie jezioro malowniczo wkomponowane w okoliczne góry najwyższego masywu Europy. Dobrze rozwinięta linia brzegowa i znakomita infrastruktura zachęcają do turystyki, w tym do uprawiania sportów wodnych.

Miłośnicy gór powinni być też zachwyceni drogą z Austrii do Włoch. Na odcinku wielu kilometrów autostrady A2 (w Austrii) i A23 (we Włoszech) wiodą przez Alpy. Przejeżdża się tam przez wiele tuneli, ale momentami trzeba się też wspinać na górskie przełęcze i zjeżdżać w malownicze doliny. To widokowa trasa i nawet jeśli za górami Państwo nie przepadają, to i tak powinna się Wam ta droga spodobać. Nie zaszkodzi też spróbować lokalnej kuchni, choć za austriackimi specjałami generalnie nie przepadam ;-) Ale na przykład jeszcze w czeskim Mikulovie zjedliśmy (w drodze powrotnej) znakomity obiad. Polecam restaurację w Hotelu Bonsai – nie dość, że zjadłem tam świetny stek wołowy, to jeszcze można się zaopatrzyć w wina z lokalnej winiarni. Nie akceptują wprawdzie kart płatniczych, a i z angielskim jest raczej średnio, za to bez trudu zapłacicie w euro. Sądzę też, że z uwagi na bliskość granicy austriackiej można się tam dogadać po niemiecku. Do samego hotelu trzeba tylko nieznacznie zjechać z drogi – jadąc na południe (w stronę Austrii) na rondzie koło marketu Billa należy skręcić w lewo i po dosłownie 100 metrach po lewej stronie natrafią Państwo na omawiany obiekt. Można wjechać przez bramę na dziedziniec, więc z zaparkowaniem samochodu nie powinno być problemu.

A skoro wspomniałem o winach w Czechach, to miłośnicy niezłych trunków tego typu powinni też zahaczyć o Styrię – południowo-wschodni region Austrii, w okolicach Grazu chociażby. Tam też można nabyć fajne, wytrawne wina i wcale nie wszystkie są drogie – wiele z nich ma całkiem rozsądne ceny.

No ale jedźmy dalej ;-) Wszak byliśmy już w austriackim Klagenfurcie am Wörthersee (bo tak od ośmiu lat nazywa się to miasto), a nawet nad samym Wörthersee. Potem nawet przebijaliśmy się przez malownicze Alpy. Głowa może się ukręcić od podziwiania widoków, czego nie polecamy kierowcom ;-) Pasażerowie mogą patrzeć bez ograniczeń, kierowcy muszą zwrócić uwagę na sytuację drogową.

03. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Przy okazji – przejazd zarówno przez Czechy, jak i przez Austrię, wymaga wykupienia winietki, jeśli zamierzają Państwo poruszać się po drogach szybkiego ruchu. Obie winietki można kupić jeszcze na ostatniej stacji po polskiej stronie (BP w Gorzyczkach), choć wychodzi to zauważalnie drożej, niż zakup w poszczególnych krajach. Czeską można kupić na Shellu – pierwszej stacji po czeskiej stronie, ale z tego, co słyszałem, czasem robią problemy np. z płatnością za winietkę kartą, wołają koron, ewentualnie euro, ale stosują mało korzystny kurs. Ja kupiłem obie winietki – czeską i austriacką – na wspomnianej stacji w Gorzyczkach wychodząc z założenia, że zapłacę pewnie więcej (nie sprawdzałem wcześniej cen winietek), ale za to nie będę się musiał już zatrzymywać w celu ich nabycia w obu krajach. I tak zresztą w Gorzyczkach tankowałem (nie jest to najtańsza stacja, co zresztą jest dość normalną praktyką na stacjach przygranicznych), kupowaliśmy też kawę, więc i winietki od razu nabyłem, nakleiłem, i mogłem jechać bez obaw.

We Włoszech autostrady też są płatne, ale odbywa się to inaczej – na bramkach. Ceny nie są zbyt niskie, porównywalne (w relacji kwota za kilometr) np. z odcinkiem A4 Kraków-Katowice, który obecnie kosztuje 20 zł – po 10 zł na wjeździe i wyjeździe. Ale włoskie autostrady, przynajmniej te na północy, są lepszej jakości od A4. Za to odcinek z Palmanova do (niemal) Wenecji, czyli włoska A4, okazał się mocno zatłoczony – dwa pasy ruchu (jak w Polsce), przy czym jeden wykorzystywany w znacznym stopniu przez ciężarówki. Za to ruch mimo wszystko płynny i bez charakterystycznego dla polskich dróg szybkiego ruchu widoku debili przyklejonych do lewego pasa.

Jak wspominałem, pierwszego dnia pokonaliśmy dystans nieco ponad 1.300 km. Jak się jechało na takiej trasie samochodem Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120? Okazało się, że nikt nie narzekał na wygodę, na komfort, na brak miejsca, czy na cokolwiek innego. Wszyscy wysiedliśmy w Mestre we Włoszech bez żadnych problemów, bez zastanych stawów, bez bólu pleców, bez jakichkolwiek dolegliwości. Niemal 15 godzin jazdy (fakt, z paroma krótkimi przystankami) nie zrobiło na nas żadnego wrażenia. Nie czuliśmy się znużeni, zmęczeni, gdyby trzeba było jechać dalej – zrobilibyśmy to.

Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 jest samochodem dobrze wyciszonym. Charakterystyczny dźwięk silnika wysokoprężnego słychać tylko „na zimno”, bezpośrednio po rozruchu, i trwa to króciutko. Silnik szybko wchodzi na właściwy poziom temperatury, auto jednocześnie nie każe długo czekać na ciepło docierające do kabiny. Elastyczna jednostka napędowa pozwala na płynna jazdę zarówno na drogach zwykłych, jak i na trasach szybkiego ruchu. Sześciobiegowa skrzynia pozwala w rozsądnym gospodarowaniu paliwem i zmniejsza hałas. Lewarek pracuje precyzyjnie, acz ma charakterystyczne dla Peugeota, czy w zasadzie dla wszystkich marek Grupy PSA miejsce „przeciskania” go, co tylko upewnia kierowcę w tym, że bieg został włączony.

15. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Duży kufer pozwolił nam bez trudu zapakować bagaże na wyjazd potrzebne dla czterech osób na pięć dni. Biorąc pod uwagę, że na pokładzie miałem trzy niewiasty – nie w każdym samochodzie dałoby się to łatwo osiągnąć. 556 dm³ (od podłogi do rolety) w zupełności nam wystarczyło, a jeszcze zostało nam w bagażniku sporo miejsca. Jedno ze zdjęć poniżej przedstawia kufer załadowany bagażami, ale zwróćcie uwagę, że torby nie są upchane na siłę – jest tam sporo luzu.

We Włoszech zdecydowaliśmy się zanocować w Mestre. To miasto jest de facto częścią Wenecji. Kiedyś było samodzielnym miastem (do 1926 roku), potem połączono je z Wenecją i dziś stanowi „Wenecję kontynentalną”, że się tak wyrażę. To miłe miejsce, doskonale z „Wenecją wyspiarską” skomunikowane – co 10 minut kursuje tramwaj (ciekawostka – ma jedną szynę i jeździ dodatkowo na gumowych kołach), a bilety w jedną stronę kosztują 1,5 euro. Dla czterech osób w obie strony wychodzi sporo taniej, niż parkowanie samochodu w Wenecji na Piazzale Roma. Warto więc auto zostawić. My zrobiliśmy to przy hotelu, a korzystaliśmy – przez dwie noce – z gościny hotelu Guidi w Mestre. To jedynie dwugwiazdkowy obiekt, który może z zewnątrz nie rzuca na kolana, ale po wejściu do środka zdecydowanie zyskuje. Bardzo miła obsługa rozmawia po angielsku, pokoje są przyjemne, łazienka niestety niewielka. Ogrzewanie działa dobrze, w letnie dni upały pomagają przetrzymać klimatyzacja i zaokienne rolety. Śniadania są smaczne, nie bez znaczenia (jak dla mnie) jest też ekspres do kawy potrafiący zrobić kilka jej rodzajów. Obsługa przekazała nam najważniejsze informacje o okolicy (gdzie zjeść, skąd dojechać do Wenecji, gdzie kupić bilety, gdzie jest najbliższy market). Okazało się, że znowu dobrze trafiliśmy z tym noclegiem.

Tak więc drugiego dnia podróży, a trzeciego dnia testu Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 odpoczywał przed hotelem. Należało mu się to po ciężkiej pracy, jaką dla nas wykonał poprzedniego dnia. A że pogoda była piękna, więc wygrzewał się w słoneczku, kiedy ja chodziłem w okolicach Pałacu Dożów w koszulce z krótkim rękawkiem ;-)

52. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+A w Wenecji jest gdzie chodzić i co oglądać. Można też popływać. Teraz, w niskim sezonie turystycznym i po słynnym weneckim karnawale, półgodzinny rejsik gondolą (max 6 osób plus gondolier) wyceniany jest na co najmniej 80 euro. Sporo. My zdecydowaliśmy się na powrót z okolic Placu Świętego Marka tramwajem wodnym (vaporetto), którym dopłynęliśmy do San Marcuola-Casino, bo chcieliśmy się jeszcze przejść rzadziej odwiedzanymi uliczkami północnej części miasta-wyspy. Taki rejs kosztuje 7,5 euro od osoby.

Naturalnie trudno byłoby wskazać wszystko to, co warto w Wenecji zobaczyć. Na dobrą sprawę każdy budynek, w każdym zaułku, ma swoją historię, swój urok. Lubię w Wenecji zaglądać tam, gdzie nie zapuszczają się turyści, chyba, że się pogubią. Lubię patrzeć na wywieszone za oknami pranie, na odpadający tynk, na kwiatki przy oknach, ogródki na ukrytych wysoko tarasach, czy wygrzewające się na murach koty. Dla mnie cała Wenecja ma niesamowity klimat i szczerze podziwiam ludzi, którzy tam mieszkają. Acz jest ich z roku na rok coraz mniej – wyjeżdżają z powodu wysokich kosztów utrzymania i jednak niewygody związanej z życiem opierającym się o różnego rodzaju łodzie. Na pewno nie pomaga im też na co dzień masa turystów, z których wprawdzie żyją, ale z drugiej strony oznacza to całoroczny, rok w rok, dzień w dzień, gwar, tłok i inne aspekty związane z wielkimi masami ludzi wielu narodowości.

Koniecznie w Wenecji muszą Państwo jednak zobaczyć most Rialto (Ponte di Rialto), Canale Grande (czyli Wielki Kanał wiodący zawijasami przez całą Wenecję), bazylikę Santa Maria Gloriosa dei Frari, Ca’ Rezzonico, Chiesa di San Nicola da Tolentino, bazylikę Santa Maria della Salute, muzeum Guggenheima i oczywiście crème de la crème – Plac Świętego Marka (Piazza San Marco) z Wieżą Zegarową, Bazyliką Świętego Marka, dzwonnicą Świętego Marka, budynkami Prokuracji i Pałacem Dożów naturalnie.

Nie zapomnijcie kupić karnawałowej maski. Są one dostępne przez cały rok i te najmniejsze można kupić za pojedyncze euro. Te ręcznie malowane kosztują nierzadko sto kilkadziesiąt euro. Ale nie da się ukryć, że Wenecja z maskami się kojarzy, więc sami Państwo rozumiecie… ;-)

54. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Jeden dzień na odwiedziny w Wenecji generalnie wystarczy, chyba że ktoś ma ochotę pozwiedzać tutejsze muzea, posłuchać koncertów muzyki (z których miasto słynie), czy po prostu bez większego celu powłóczyć się tamtejszymi zaułkami i chłonąć atmosferę miasta. Wówczas i tydzień może się okazać za krótki. Trzeba jednak mieć czas i pieniądze, bo Wenecja tanim miastem nie jest ;-) Niemniej jednak warto je odwiedzić przynajmniej raz w życiu, najlepiej jadąc tam francuskim samochodem. Na przykład takim, jak Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 ;-)

Przespaliśmy się i po kolejnym smacznym śniadaniu serwowanym przez hotel Guidi wyjechaliśmy z Mestre udając się na zachód. Czas nie pozwolił nam zwiedzić obu miast, które mi się marzyły i musieliśmy wybierać. Padło na Padwę – z niej zrezygnowaliśmy, a postanowiliśmy „zaliczyć” Weronę, słynną nie tylko z szekspirowskiego dramatu „Romeo i Julia”. William Shakespeare oczywiście nigdy w Weronie nie był, a wyobrażał ją sobie jako miasto podobne do Wenecji – z kanałami i gondolami nawet! W rzeczywistości przez Weronę przepływa Adyga, przeszło 400-kilometrowa rzeka, która w Weronie rozlewa się już dosyć szeroko, a uchodzi do Zatoki Weneckiej jakieś 30 km na południe od miasta-wyspy.

Na autostradzie z Wenecji do Werony udało nam się trafić na korek, ale na szczęście nie straciliśmy tam zbyt dużo czasu. Droga A57, a zwłaszcza E70, którymi jechaliśmy, okazała się mocno zatłoczona, ale i tak mieliśmy ładnych parę godzin na zwiedzanie miasta. Znaleźliśmy podziemny parking (za niewiele ponad 3 godziny zapłaciliśmy równo 10 euro – taka jest opłata na parkingu Cittadella, gdy nie przekroczycie czterech godzin postoju), po czym ruszyliśmy „w miasto”.

62. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Koniecznie trzeba trafić na werońską Arenę, trzeci pod względem wielkości po Koloseum i amfiteatrze w Kampanii rzymski amfiteatr i jednocześnie najlepiej z nich zachowany. Mieści 22 tysiące widzów i do dziś odbywają się tu koncerty oraz festiwal operowy. Wstęp jest płatny, ale dzieci i młodzież mogą liczyć na zniżki, a wejść do Areny warto. Widok z góry jest fajny (bez trudu można dostrzec nieodległe przecież Alpy), sam amfiteatr robi wrażenie swoimi rozmiarami (jak to zostało zbudowane blisko dwa tysiące lat temu?!?!?), a można jeszcze pochodzić korytarzami wewnątrz budowli.

Przed Areną mają Państwo szansę spotkać rzymskich żołnierzy, z którymi za kilka euro można sobie zrobić (własnym aparatem) zdjęcia. To sympatyczne chłopaki (mężczyźni w zasadzie) i warto z tego skorzystać. Nie mają stałej taksy za swoją usługę, ale jeśli dadzą im Państwo za mało, to będą niepocieszeni. Ale wciąż sympatyczni. W pięciu euro można się jednak zmieścić ;-)

Warto pójść uliczką Giuseppe Mazzini – to jedna wielka galeria, przy której znajdą Państwo zarówno popularne również w Polsce sieciówki, jak i wytworne butiki znanych światowych marek odzieżowych, czy kaletniczych. Ceny w tych pierwszych całkiem rozsądne, w tych drugich – nieco mniej ;-) A idąc Via Giuseppe Mazzini dociera się do Via Capello, gdzie trzeba skręcić w prawo i po kilku krokach trafia się na dziedziniec domu Julii. Tej od Romea. Tu nie sposób nie zrobić paru zdjęć. Wszystko jest w serduszkach, mazajach wiążących młodych ludzi, nie brakuje też kraty z kłódkami, a za kilka euro można wejść na pięterko i wystawić się do obiektywu z balkonu Julii. Czy to ten właściwy balkon? A któż to wie!?! Niemniej jednak młodych panien tam nie brakuje – zarówno na placu, jak i na balkonie, a niemal każda z nich łapie za biust posąg Julii stojący pod balkonem (rzadko gdzie można złapać obcą kobietę za biust za darmo i bez konsekwencji…), co ma zaowocować szybkim zamążpójściem bodajże. No cóż – niech sobie w to wierzą ;-)

66. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Po opuszczeniu domu Julii udaliśmy się na malowniczy Piazza delle Erbe, skąd skręciliśmy w Corso Porta Borsari idąc w kierunku jednej z dwóch w Weronie bram rzymskich z I wieku naszej ery, właśnie owej Porta Borsari. Zanim jednak do niej dotarliśmy skręciliśmy w ostatnią przed Porta Borsari uliczkę, gdzie dostrzegliśmy zachęcająco wyglądającą pizzerię. Okazała się bardzo fajnym lokalem, w którym mimo naprawdę ogromnego ruchu (wielkiej ilości gości) nie trzeba było długo czekać ani na obsługę, ani na zamówione dania. Cud jakiś? Być może, bo owa pizzeria (Ristorante Pizzeria) mieści się w dekonsekrowanym kościele pw. Świętego Mateusza. Miejsce dość klimatyczne, pizze naprawdę smaczne, obsługa sympatyczna, a ceny umiarkowane – mogę z czystym sumieniem polecić.

Po jedzeniu wyszliśmy z lokalu, skręciliśmy w lewo, przeszliśmy pod Porta Borsari i idąc dalej prosto wzdłuż Corco Cavour minęliśmy m.in. Banca D’Italia, Palazzo Canossa i Gavi Arch (coś, a’la Łuk Triumfalny w Paryżu, tylko znacznie mniejszy) dotarliśmy do pochodzącego z XIV wieku zamku Castelvecchio. Stamtąd przeszliśmy przez most o tej samej nazwie. W zamkowym muzeum można obejrzeć bardzo ciekawe zbiory sztuki zarówno włoskiej, jak i europejskiej, ale zabrakło nam na to czasu.

Opuszczając parking spotkaliśmy na ulicach Werony Citroëna 2CV, którym jechały dwie starsze panie. Niestety prowadziłem i nie byłem w stanie sfotografować tego auta, którego zresztą wcale się w tym miejscu nie spodziewałem. A potem „kaczucha” nam uciekła, gdy zatrzymały nas światła na jednym ze skrzyżowań.

Z Werony przez Trydent i Bolzano Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 zawiózł nas do Austrii. Pogoda się wyraźnie pogorszyła, kiedy wjechaliśmy w Alpy, a w okolicach Brennero, gdzie przeskoczyliśmy granicę włosko-austriacką temperatura spadła do jedynie 1°C i zaczął padać śnieg. Zauważalnie pogorszyła się też widoczność, ale to nic dziwnego – byliśmy 1.100 metrów nad poziomem morza, był luty, trudno więc było oczekiwać pięknej aury. Za to autostrada była – jak wszystkie dotychczasowe – czyściutka, acz oczywiście w tych warunkach atmosferycznych mokra.

08. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Po austriackiej stronie, niezależnie od posiadanej winietki, musieliśmy uiścić dodatkową opłatę (bodajże 9,90 euro) za przejazd alpejskim odcinkiem autostrady. Nie stanowiło to wielkiego wyłomu w budżecie, a poza tym nie mieliśmy wyjścia ;-) więc po wniesieniu stosowanej opłaty pojechaliśmy w stronę Innsbrucka, który minęliśmy – wciąż autostradą – kierując się na zachód. Minęliśmy Telus, gdzie pokładowa nawigacja, w jaką wyposażony był testowy Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120, nie kazała nam zjeżdżać z autostrady, i dopiero w Mötz opuściliśmy drogę A12, przeskoczyliśmy rzekę Inn i wjechaliśmy na znakomitej jakości lokalne trasy. Malownicze wioski bardzo nam się podobały, Alpy widać było naprawdę nieźle, choć powoli zaczynał już zapadać zmrok. Jechaliśmy niezbyt szybko upajając się widokami, przynajmniej dopóki było coś widać ;-) Droga E532 okazała się trasą dość mocno uczęszczaną, korzystały z niej także autokary i ciężarówki, w efekcie czego jazda była powolna, za to można było podziwiać co chwilę inne, ale zawsze piękne widoki, w tym kilka niewielkich jezior. W okolicy nie brakuje wyciągów narciarskich, zwłaszcza w okolicach Ehrwaldu, czy miejscowości Bichlbach. Przy tym pierwszym miasteczku jedzie się przez niemal 3,5-kilometrowy tunel, prosty, jak to możliwe tylko w rajach niemieckojęzycznych ;-) Ale trudno się dziwić – wszak w pobliżu (na wschód od Ehrwaldu) jest znany szczyt Zugspitze. Można na niego wjechać nawet kolejką, ale niestety tym razem nie to było naszym celem. Nie byliśmy zresztą na taki wjazd przygotowani nawet w kwestiach ubioru.

Pod koniec dnia, jakoś tak przed 19:00, przekroczyliśmy granicę austriacko-niemiecką tuż przed miasteczkiem Essen i dotarliśmy do położonego w Hohenschwangau hotel Garni Schlossblick. Wybrałem go z uwagi na lokalizację – widać z niego zarówno zamek Hohenschwangau, jak i Neuschwanstein, do obu można w krótkim czasie dojść piechotką, a obie te budowle zamierzaliśmy odwiedzić. W potencjalnych planach było też Muzeum Królów Bawarskich leżące niemal nad brzegiem Alpsee, ale wszystko zależało od czasu. Tymczasem jednak zablokowaliśmy się w hotelu otrzymując pokoje w odrębnym budynku na tyłach, a nie w tym głównym, stojącym przy Schwangauer Straße. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 stanął też przy tym budynku i odpoczywał przed kolejnym etapem podróży, a my zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać widząc z okna oświetlony (acz trochę przysłonięty przez drzewa) zamek Hohenschwangau. W pokojach było ciepło, a to ważne – wszak na zewnątrz temperatura nieznacznie tylko przekraczała poziom 0°C. Pokoje w hotelu Garni Schlossblick są urządzone w typowym dla tutejszych gasthausów stylu. Nie mieliśmy telewizorów, dostęp do Internetu był tylko w bezpośrednim sąsiedztwie recepcji, ale łóżka były wygodne, łazienki całkiem przestronne i czyste, więc na jedną noc naprawdę niczego więcej nie oczekiwaliśmy. Spało się dobrze.

09. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Po śniadanku w formie szwedzkiego stołu (z hotelowej restauracji widać dobrze przede wszystkim zamek Neuschwanstein), niezbyt bogatym może, ale w zupełności wystarczającym, udaliśmy się do kasy biletowej. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 został na hotelowym parkingu – już wieczorem pani w recepcji poinformowała nas (sama z siebie, zanim o to zapytałem), że możemy zostawić samochód u nich oszczędzając w ten sposób 6 euro na kosztach parkingu miejskiego. Otrzymaliśmy też kupon zniżkowy na ceny biletów do zamków, z którego jednak… zapomnieliśmy skorzystać ;-) Zniżka nie była wielka – raptem 1 euro na osobę – ale miło, że była.

Kupiliśmy bilety na oba zamki rezygnując z Muzeum Królów Bawarskich – porę zwiedzania wyznaczono nam na takie godziny, że mogliśmy się nie wyrobić z planami na resztę dnia, a mieliśmy przecież opuścić Niemcy…

71. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Od chwili zakupu biletów mieliśmy przeszło godzinę do rozpoczęcia zwiedzania zamku Hohenschwangau. Niespiesznie więc weszliśmy na mieszczące go wzgórze zaliczając przy okazji sklepiki z pamiątkami, po czym nadeszła nasza pora zwiedzania. Nigdy wcześniej nie byłem w tym zamku – parę lat temu zabrakło nam na to czasu – a okazuje się, że warto go odwiedzić. Zbudowano go w latach 30. XIX wieku na ruinach dwunastowiecznej twierdzy Schwangau. Fundatorem zamku był książę Maksymilian, późniejszy król bawarski. Dziś w zamku można obejrzeć wiele elementów jego oryginalnego wystroju, w tym wspaniałe malowidła ścienne. Zdecydowanie warto odwiedzić tę atrakcję turystyczną, na co decyduje się ok. 300.000 osób każdego roku.

70. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Z Hohenschwangau udaliśmy się do sąsiedniego Neuschwanstein zbudowanego przez Ludwika II w latach 60. XIX wieku. To bajkowa budowla, którą inspirowali się ludzie z Disneya – umieszczony w ich filmach rys zamku (zamku Śpiącej Królewny) nawiązuje właśnie do bryły Neuschwanstein, który z kolei powstał na bazie fascynacji Ludwika II zamkiem Wartburg. Neuschwanstein jest zdecydowanie bardziej popularny od Hohenschwangau – corocznie odwiedza go ok. 1.300.000 turystów. Same zbiory muzealne… Prawdę mówiąc nie wiem, które są ciekawsze. Neuschwanstein zdecydowanie robi wrażenie, ale i w Hohenschwangau jest niemało zabytkowych ruchomości. Acz niewątpliwie bryłą budynku Neuschwanstein robie o wiele większe wrażenie. Moim zdaniem jeśli już się tam dotrze – warto odwiedzić oba zamki. Tym bardziej, że wolnym spacerkiem od jednego do drugiego dotrzecie Państwo w trzy kwadranse. A jeśli komuś nie chce się wspinać asfaltową drogą do Neuschwanstein, to może czy to podjechać autobusem, czy skorzystać z bryczki – koszt w górę, to 6 euro od osoby (może w sezonie więcej, ale nigdzie nie trafiłem na taką informację), z góry – 3 euro, ale gdy chętnych jest mało, to i za 2 euro da się zjechać. My oczywiście wdrapaliśmy się tam i zeszliśmy na piechotę – wszak stosunkowo niewiele mam okazji do spacerów, chciałem więc skorzystać z okazji i to nie zważając na dość niską temperaturę (ok. 3°C) i wiatr, a w drodze powrotnej nawet deszczyk.

Zjedliśmy obiad w restauracji Schloßwirtschaft u stóp zamku Neuschwanstein (rozsądne ceny, smaczne jedzenie, szybka obsługa), ale warto spróbować smażonych i sprzedawanych przed wejściem pączuszków z serem – niebo w gębie! Za trzy sztuki (tyle, to nawet małe dziecko zje) płaci się bodajże 2,50 euro, ale szczerze polecam ten przysmak.

Na parkingu hotelowym cierpliwie czekał na nas testowy Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 z bagażami w kufrze, wsiedliśmy więc do niego, zrobiłem pamiątkowe zdjęcie z zamkiem Neuschwanstein w tle i wyjechaliśmy z miejscowości Hohenschwangau bezbłędnie prowadzeni przez pokładową nawigację. Udaliśmy się drogą nr 17 na wschód – „przecież tam musi być jakaś cywilizacja” ;-) No, w zasadzie był to północny wschód, ale sam wschód bardziej mi pasował do poprzedniego zdania.

Jechaliśmy przez malownicze wioski mijając wiele miejsc oferujących turystom relaks i atrakcje różnego rodzaju – zarówno związane z górami, jak i z pływaniem po jeziorkach, wędkowaniem, czy… obiekt dla miłośników latania szybowcami. Szybko wbiliśmy się na drogę numer 472, którą przez Bad Tölz i Miesbach dotarliśmy do autostrady numer 8 łączącej Monachium z granicą niemiecko-austracką. Przed wjazdem na autostradę zatrzymaliśmy się na tankowanie na stacji ÖMV. I tu parę słów na temat cen paliw, bo do tej pory tego tematu nie poruszałem.

12. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 nie palił dużo (informację o ostatecznym średnim zużyciu zostawiam na koniec), ale jednak mieliśmy do pokonania ponad 3.000 km, więc trudno liczyć, że jeden bak nam na taką podróż wystarczy ;-) Czytałem przed wyjazdem, że Włochy są krajem z dość wysokimi cenami paliw. Okazało się to prawdą, ale tylko częściową. Wszystko zależy od regionu i lokalizacji stacji. Wiadomo – te przy autostradach trudno z reguły zaliczyć do najtańszych, ale zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech, czy w Austrii spotkaliśmy się z naprawdę dużymi różnicami w cenach. Mam tu na myśli tylko stacje tzw. renomowanych koncernów, a nie jakieś lokalne stacyjki. Ceny paliw w tego typu obiektach, zlokalizowanych z reguły właśnie przy autostradach, wahały się we wszystkich tych trzech krajach na trasie naszego przejazdu od niespełna 96 eurocentów za litr oleju napędowego, do nawet ponad 1,45 euro za taką samą ilość tego paliwa. Toż to różnica przeszło 50%! Na szczęście spalanie mieliśmy na tyle niskie, że mogliśmy sobie pozwolić na wybieranie stacji i jeśli już musieliśmy tankować na droższych stacjach, to po prostu nie zalewaliśmy baku pod korek. Okazało się to znakomitą praktyką, bo czasem przejechanie już kilkudziesięciu kilometrów sprawiało, ze trafialiśmy na markową stację z dużo korzystniejszymi cenami paliw. Inna sprawa, że nie chciałem się zatrzymywać co chwilę po to, by tankować – szkoda było czasu, więc próbowałem w miarę zdroworozsądkowo podejść do tematu.

I jeszcze taka ciekawostka motoryzacyjna, ale nie francuska. Na owej stacji ÖMV przy wjeździe na autostradę nr 8 jest stacja ładowania Tesla Supercharger, przy której zresztą stało kilka aut tej amerykańskiej marki.

Niestety pogoda przestała nam sprzyjać. Jak w Wenecji, czy w Weronie było pięknie i słonecznie, tak w Bawarii chłodno i pochmurno, a wczesnym popołudniem zaczął padać deszcz. W drodze przez Niemcy też padało z mniejszym, czy większym natężeniem, ale automatyczna praca wycieraczek, w jaką jest wyposażony Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120, była dostrojona bardzo dobrze. Rzadko wybierałem inny tryb ich pracy w większości przypadków będąc zadowolonym z tego, co zaprojektowali inżynierowie Peugeota.

Jak wspominałem, nie szalałem na drogach, nie miałem żadnych podbramkowych sytuacji, ale i tak Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 dawał dużą pewność prowadzenia. Czuliśmy się w tym samochodzie bezpiecznie. Auto prowadzi się stabilnie zarówno na krętych drogach, jak i na autostradach. Nie czułem też jakichś podatności na boczny wiatr. Na zachodnich autostradach rzadko też można trafić na koleiny, czy kałuże, więc o żadnym aquaplanningu mowy być nie mogło. Bezpieczne, stabilne auto z pojemnym kufrem i przestronnym wnętrzem, znakomicie nadające się zarówno do jazdy na co dzień, jak i do długich wakacyjnych wojaży. Standardowa rodzina na pewno nie będzie narzekać, dopiero przy trójce dzieci kompaktowe auto może się okazać lekko przyciasne, ale który samochód tego segmentu taki nie będzie?

W deszczu pokonaliśmy autostrady nr 8 (w Niemczech) i A1 (w Austrii). Było już dość ciemno, gdy jechaliśmy wzdłuż południowych brzegów jeziora Chiemsee, ale podejrzewam, że za dnia można je całkiem nieźle zobaczyć. Chwilę wcześniej ponownie przeskoczyliśmy nad rzeką Inn, którą przekraczaliśmy już w Austrii na zachód od Innsbrucku.

A wieczorem dotarliśmy do miasta Mozarta… Austriacki Salzburg, to piękne miasto. Tym razem zdecydowaliśmy się na nocleg w nieco bardziej luksusowych warunkach, ale po prostu chyba trafiłem na jakąś promocję rezerwując ten hotel. Cztery gwiazdki, świetna lokalizacja i obiekt, w którym nocowali kiedyś m.in. Luciano Pavarotti, czy Placido Domingo – czemu mielibyśmy sobie nie pozwolić na odrobinę luksusu? ;-)

Hotel Vier Jahreszeiten położony jest praktycznie w samym sercu Salzburga. Raptem 75. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+kilkuminutowy spacer dzieli go od Pałacu i ogrodów Mirabell (koniecznie trzeba tam zajrzeć!), ale też od Centrum Kongresowego. Tylko chwilę dłużej idzie się do Domu Wolfganga Amadeusza Mozarta, gdzie żył i tworzył ten sławny kompozytor, czy sąsiadującego z nim domu Christiana Dopplera, znanego fizyka (tego od efektu Dopplera). Całe zabytkowe centrum miasta od 20 lat znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO i naprawdę warto Salzburg zobaczyć. A gdy już się tam Państwo znajdą, to koniecznie warto wejść (bądź wjechać – kolejką podobną, jak na Gubałówkę w Zakopanem) na wzgórze zamkowe, na którym rozparła się Twierdza Hohensalzburg. To jeden z największych średniowiecznych zamków na Starym Kontynencie. To jednocześnie jedno z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc w Austrii.

80. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Do twierdzy warto podejść od strony północno-zachodniej, idąc na przykład od strony katedry św. Ruperta (Salzburger Dom), mijając (lub odwiedzając) kościół Franciszkanów – dzięki temu macie szansę trafić na Petersfriedhof – cmentarz św. Piotra. To malownicze miejsce, pełne uroku, u stóp surowej góry. A wychodząc z Petersfriedhofu od wschodniej trafia się niemal od razu do dolnej stacji kolejki wiodącej do Twierdzy Hohensalzburg. Ze wzgórza Festungsberg, na którym wybudowano już niemal tysiąc lat temu ów zamek roztacza się piękny widok – z jednej strony na Salzburg i jego centrum, z drugiej zaś na nieodległe przecież Alpy. Pogoda nam wciąż dopisywała średnio, ale widoczność była całkiem niezła, jak na takie warunki.

Po zwiedzeniu zamku zjechaliśmy tą samą kolejką na dół. Testowy Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 czekał na nas tam, gdzie go zostawiliśmy, czyli na dozorowanym parkingu Basteigasse, co kosztowało nas 10 euro za jakieś trzy godzinki mniej więcej. Wsiedliśmy do samochodu, przeskoczyliśmy przez pobliski most na rzece Salzach i prowadzeni przez nawigację wjechaliśmy na autostradę A1. Pogoda zaczęła się z godziny na godzinę poprawiać, zza chmur momentami wyglądało nawet słońce, a my pojechaliśmy w stronę Wiednia. Nawet zastanawialiśmy się przez chwilę, czy i tam nie przebiec się po Ringu, uznaliśmy jednak, że austriacką stolicę przypomnę sobie innym razem ;-) Równie dobrze można było wcześniej zjechać na Mauthausen i zwiedzić były obóz koncentracyjny położony na północny zachód od tego miasteczka. Niestety – gonił nas czas.

Mauthausen i Wiedeń więc ominęliśmy. Nawigacja zasugerowała, byśmy zjechali z autostrady A1 koło Sankt Pölten na drogę ekspresową S33, co pozwoliło nam uniknąć bądź to przebijania się przez austriacką stolicę, bądź jej objeżdżania autostradową obwodnicą, która jednakże jest zwykle dość mocno zatłoczona, jak to przy wielkim mieście.

Droga S33 przekształciła się w ekspresową S5, z której z kolei pod Stockerau wjechaliśmy na autostradę A22, z której szybko zjechaliśmy w ekspresową S1 i niemal równie szybko wskoczyliśmy na A5 odbijającą na północ od Wiednia. Kończy się ona po niespełna 20 kilometrach, ale Austriacy budują ją i pewnie wkrótce zbliżą się do granicy z Czechami – obiecują na tablicach, że ukończą prace do końca roku 2017.

My tymczasem szukaliśmy jakiejś sensownej restauracji nie mając bynajmniej ochoty na fast-foody i jedzenie na stacjach benzynowych. Nic sensownego nam jednak nie wpadło w oko, więc przekroczyliśmy granicę austriacko-czeską i wjechaliśmy do Mikulova, a tam… Już wspominałem o restauracji w Hotelu Bonsai ;-)

Po dość późnym obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę. Jechałem nawet poniżej prędkości dopuszczalnych w Czechach, ewentualnie minimalnie powyżej limitu wychodząc z założenia, że prędkościomierz trochę przekłamuje w górę. Nasłuchałem się opowieści o tym, jak to czescy policjanci bardzo nie lubią Polaków przekraczających prędkość. W utrzymaniu stałej prędkości wspomagał mnie oczywiście tempomat, przydawał się też – w większym ruchu – świetnie działający ogranicznik prędkości. Obyło się więc bez mandatu, a nawet bez żadnej kontroli – i tak przez całą drogę.

02. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Ponieważ jednak nie lubię takiej mało wydajnej jazdy z radością powitałem początek drogi szybkiego ruchu 52 w miasteczku Pohořelice, która doprowadziła nas do Brna. Tam skręciliśmy na wschód w E50, czyli czeską autostradę numer 1, która poprowadziła nas aż zjazdu w drogę E462 (46) w miejscowości Vyškov. To także droga szybkiego ruchu, więc mimo kropiącego tu i ówdzie deszczu kilometry uciekały szybko. Dotarliśmy do Ołomuńca, gdzie wjechaliśmy na drogę E442, która znowu zmieniła się w E462 i autostradę numer 1 (na razie brakuje odcinka tej autostrady między Řikovicami, a Lipnikiem nad Bečvou, dlatego navi sugeruje podróż przez Vyškov, Prościejów i Ołomuniec. Za to potem śmiga się A1-ką aż do polskiej granicy, gdzie – o dziwo – jest też nasza autostrada A1, Bursztynowa.

Z A1 skręciliśmy w A4 i dotarliśmy do Krakowa, gdzie zaraz za bramkami posłuchałem nawigacji, zamiast doświadczenia, i nie skręciłem w prawo na obwodnicę Grodu Kraka i na Rzeszów, tylko pojechałem przez miasto. Na szczęście był już dość późny wieczór, więc przez Kraków przejechaliśmy bez zbędnego oczekiwania, za to bliżej Kielc na krajowej „siódemce”, trafiliśmy na dość długi pas robót drogowych – najwyraźniej ekspresówkę szykują, choć w tempie, jak to w Polsce, nieprzesadnie ekspresowym…

Peugeota 308 testowaliśmy – w różnych wersjach – kilkakrotnie. Również 308 SW pojawiło się w naszej redakcji parę razy. Czym więc różni się od poprzednio testowanych egzemplarzy Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120? Funkcjonalnie, to cały czas ten sam samochód. Przestronny, jak na auto kompaktowe, z naprawdę sporym bagażnikiem, wygodne, dobrze wyposażone, bardzo dobrze wyciszone, prowadzące się przyjemnie i z poczuciem wysokiego poziomu bezpieczeństwa.

48. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 wyceniany jest na 88.400 zł. Gdyby Państwo zechcieli wybrać wersję z tym samym silnikiem, ale automatyczną (bardzo dobrą skądinąd) skrzynią EAT6, to trzeba by było do tej kwoty dorzucić kolejnych 6.000 zł. Czy to duże pieniądze? W wartościach bezwzględnych niewątpliwie tak. Ale jak ta kwota ma się do konkurentów?

Zerknąłem na cenniki paru firm i znalazłem tam np. Volkswagena Golfa Variant 1,6 TDI-CR DPF BMT 110 KM z pięciobiegową skrzynią manualną w wersji Trendline za 85.490 zł. W takim Golfie nie otrzymacie (seryjnie, albo nawet za dopłatą) na przykład tempomatu, komputera pokładowego, obszytej skórą kierownicy, automatycznych świateł i wycieraczek. Będzie w nim manualna klimatyzacja i 15-calowe felgi stalowe, gdy Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 ma klimę automatyczną, dwustrefową i 16-calowe alufelgi. Realna cena Golfa o podobnym wyposażeniu będzie więc wyższa. Najtańsza nawigacja kosztuje w Golfie 4.570 zł, a więc o przeszło 2.000 zł więcej, niż ta w Peugeocie. Volkswagen nie daje w standardzie (w żadnej wersji Golfa Varianta!) nawet żadnego radia – za najtańsze trzeba zapłacić 970 zł. Plus 260 zł za złącze multimedialne aux-in. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 ma seryjny pakiet Multimedialny Ekran Dotykowy, na który składają się kolorowy dotykowy ekran LCD 9,7″ (wyświetlacz 7″), radio z mp3 + 6 głośników (4 przednie + 2 tylne), gniazda USB i AUX, sterowanie z kierownicy, zestaw głośnomówiący Bluetooth® oraz funkcja przesyłania muzyki Streaming Audio.

A jak wygląda sytuacja u Opla? Nowa Astra SportsTourer 1.6 CDTI 110 KM Start/Stop z manualną skrzynią sześciobiegową kosztuje w bazowej wersji Essentia 78.600 zł, w drugiej z kolei Enjoy 81.700 zł, w Dynamic 87.100 zł, a w najbogatszej Elite 90.200 zł. Najbardziej porównywalna, to chyba ta Enjoy, ale wymaga dopłaty co najmniej 1.500 zł za klimatyzację dwustrefową i paru innych drobiazgów, które tutaj możemy pominąć.

U Forda trzeba zapłacić za Focusa kombi 1.5 TDCi 120KM z manualną skrzynią sześciobiegową co najmniej 82.740 zł (wersja Trend), 86.140 zł za wersję Trend Sport, 92.740 zł (wersja Rad/Black Edition), bądź 91.740 zł (wersja Titanium). Najbardziej porównywalna z Peugeotem 308 SW Active BlueHDi 120 wydaje się odmiana Trend Sport. Najtańsza nawigacja kosztuje 5.320 zł, a więc o ponad 2.800 zł więcej, niż u Peugeota.

Honda życzy sobie za Civica Tourera 1.6 i-DTEC 120 co najmniej 83.700 zł (wersja S), 89.700 zł za wersję Comfort), 93.600 zł za Elegance, 100.800 zł za Lifestyle i 110.500 zł za Executive. To niemałe kwoty, a najbardziej porównywalna z Peugeotem 308 SW Active BlueHDi 120 wydaje się Comfort, ale trzeba by ją było doposażyć w dwustrefową klimatyzację, obszytą skórą kierownicę, automatyczne światła i wycieraczki i parę drobniejszych elementów wyposażenia.

Renault Megane Grandtour w IV wersji jeszcze nie ma, więc wybaczcie, ale nie odniesiemy się do tej marki.

„Koreańczyków” również pozwolę sobie odpuścić. A, może jeszcze Škoda Octavia! Kiedy pisałem niniejszy tekst na stronie internetowej Škody pod linkiem z cenami obecnego rocznika Octavii Combi podpięty był cennik Octavii RS (z bieżącego roku), sięgnąłem więc do cennika samochodów z roku 2015. I tam znalazłem, że Octavia Combi 1.6 TDI ze 110-konnym silnikiem i manualną skrzynią wyceniana jest na 82.300 zł za bazową wersję Active, 87.950 zł za drugą w kolejności Ambition, 90.550 zł za limitowaną Joy oraz 91.750 zł za najbogatszą Style. Chyba najbardziej odpowiednia, porównywalna do Peugeota 308 SW Active BlueHDi 120, wydaje się wersja Ambition, acz parę rzeczy też wymagałoby dopłaty. Najtańsza nawigacja dla tej odmiany kosztuje 3.100 zł.

Jak więc widać cena samochodu Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 nie jest przesadzona. To standard w klasie z porównywalnymi silnikami i ze zbliżonym wyposażeniem. Nawet dość atrakcyjny standard. A dobre materiały wykończeniowe i staranny montaż oraz „uporządkowana” deska rozdzielcza Peugeota, z której większość elementów sterowania trafiło na dotykowy ekran sprawia świetne wrażenie. Tego Państwo u konkurencji nie znajdą.

06. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Dodajmy, że nawigacja, w którą wyposażony był testowy Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120, potrafi informować (niestety – nie w języku polskim) o zdarzeniach na trasie i w okolicy planowanego przejazdu. Czasem dość dalekiej okolicy. To przydatna funkcja, acz nie obejmuje terenu naszego kraju. Niestety miałbym tu jedną sugestię do projektantów tego systemu – kiedy nawigacja „prowadzi” i w dodatku planowane są w najbliższym czasie jakieś manewry, te komunikaty nie powinny być wyświetlane, bo „przykrywają” obraz mapy. A na przykład ja z reguły nie jeżdżę z nawigacją „gadającą”, tylko opieram się na obrazach, na grafice. Co pewnie zdarza się i innym kierowcom, na przykład gdy podróżują ze śpiącymi dziećmi. Funkcja więc – choć przydatna – bywa nadaktywna: czasem kilka razy pod rząd wciskałem zamykający okienko z informacją symbol X, żeby widzieć mapę. Bo choć komunikaty owe znikają same po mniej więcej 10 sekundach, to jednak jadąc drogą szybkiego ruchu i planując zjazd na skomplikowanym węźle można pojechać nie tak, jak się planuje. Te komunikaty z pewnością można wyłączyć, ale podczas kilkudniowego testu z jednej strony nie chciało mi się tego szukać, a po drugie – czasem okazywały się przydatne, nie chciałem więc z nich definitywnie rezygnować. A Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 potraf ostrzegać na przykład o lokalnym deszczu, o opadach śniegu, o kolizjach, wypadkach, remontach dróg, tymczasowych zwężeniach jezdni, ruchu wahadłowym itp. Generalnie więc opcja jest przydatna, ale zwyczajnie nadaktywna.

Testowy samochód miał na początku testu przebieg ok. 22.500 km. W trakcie testu przekroczyłem – w uzgodnieniu z Peugeot Polska – przebieg 25.000 km, przy którym miał się odbyć przegląd auta. Dlatego na niektórych zdjęciach widać zapalony napis SERVICE. Auto sprawowało się jednak bez zarzutu, bo niby czemu miałoby protestować? Dawało znać, że życzy sobie przegląd zgodnie z planem, ale jechać jechało ;-)

Być może z uwagi na ów przebieg i ciężki żywot aut z parków prasowych subiektywnie dość słabo oceniam skuteczność hamulców. Do tej pory nie miałem nigdy większych zastrzeżeń do hamulców Peugeotów 308, tym razem wydawało mi się jednak, że auto hamuje niezbyt chętnie. Na wszelki wypadek jechałem ze sporymi odstępami w stosunku do poprzedzających mnie samochodów, co było też oczywistością na drogach, jakimi poruszaliśmy się przez większość testu.

26. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Czytelności zegarów i wskaźników trudno cokolwiek zarzucić. Z pewnością znajdą Państwo testy, w których zarzuca się przeciwbieżny obrót prędkościomierz i obrotomierza, ale dla mnie jest to urocze i nie mam nigdy problemów z interpretacją ich wskazań. A gdy ktoś ma kłopoty, to przecież wyświetlacz pomiędzy wspomnianymi zegarami również prezentuje prędkość – czytelniej się nie da, chyba że zwiększając cyfry na owym wyświetlaczu.

Podobnie z zegarami, na które patrzy się ponad wieńcem niedużej kierownicy – jestem zachwycony tym rozwiązaniem i nie mam pojęcia, jak można prędkościomierza i obrotomierza nie widzieć. Gdy właściwie ustawi się fotel i kierownicę – nie powinno z tym być problemów. Od początku jestem wielkim fanem tego rozwiązania, a zawsze po przesiadce z Peugeota 208 bądź 308 do innego samochodu mam wrażenie siedzenia za wielkim kołem sterowym jachtu, a nie za kierownicą.

Grube słupki A przysłaniają nieco widoczność do przodu, ale to cecha charakterystyczna dzisiejszych aut, które muszą spełniać wymogi odpowiedniej sztywności karoserii i dachu. I nie jest to specyfika tylko samochodów francuskich.

Widoczność do tyłu w lusterku zewnętrznym też nie szokuje, ale nie jest jakaś kompromitująca – jest nieźle, jak na kompaktowe kombi.

Prowadzenie Peugeota 308 SW Active BlueHDi 120 jest bardzo przyjemne. Auto dobrze składa się w zakręty, nie ma też problemów z manewrowaniem mimo dość dużego rozstawu osi wynoszącego 2.730 mm (przy długości całkowitej auta 4.585 mm). Rozstaw osi wersji kombi jest o 110 mm większy niż hatchbacka. Dłuższa Octavia Combi (4.660 mm) ma mniejszy rozstaw osi od Peugeota 308 SW – jedynie 2.690 mm. Volkswagen Golf Variant ma odpowiednio 4.560 mm i 2.637 mm. Honda Civic Tourer – 4.590 mm i 2.595 mm. Opel Astra K – 4.702 mm i 2.662 mm. Jak więc widać – Peugeot 308 SW góruje nad konkurentami rozstawem osi, choć długością całkowitą już niekoniecznie. Trudno się zatem dziwić, że auto jest przestronne i dobrze się prowadzi – stabilność jazdy na wprost jest praktycznie wzorowa.

Bagażnik, jak wspominałem, jest przestronny (mieści od podłogi do rolety 556 dm³), a do tego ma regularne kształty. Za nadkolami znalazły się dwa ograniczone plastikowymi burtami schowki. Naturalnie jak przystało na nowoczesną konstrukcję kanapę można złożyć uchwytami znajdującymi się w bagażniku, niezależnie każdą z asymetrycznych części oparcia. W efekcie powstaje równa powierzchnia kufra i bagażnik mieści wówczas (do linii okien) 1.371 dm³, a licząc do linii dachu – aż 1.606 dm³. Naprawdę nieźle. Nie zapomniano też o „uchach” do mocowania siatki przytrzymującej bagaż.

Zgodnie z danymi producenta Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 rozpędza się do setki w 9,9 sekundy (o ile jest na 16-calowych felgach tak, jak testowy egzemplarz). W przypadku kół większych (17-18 cali) czas ten nieznacznie się wydłuża i wynosi 10,7 sekundy (10,6 s w przypadku auta ze skrzynią automatyczną). To czasy porównywalne z wersją napędzaną 130-konnym silnikiem 1.2 PureTech, znakomitym zresztą, i ze skrzynią manualną, bo automat jest szybszy.

51. Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+Pojemność baku określono na 53 litry. Z jednej strony niewiele, z drugiej jednak powinno to wystarczyć, przynajmniej w takich warunkach, jak nasz test, na pokonanie całkiem sporej odległości. Ile więc pali Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120? W ruchu miejskim, konkretnie w Warszawie, acz niezbyt zakorkowanej, ten samochód zużył mi 5,9 l/100 km. To o 1,4 l/100 km więcej, niż deklaruje w danych homologacyjnych producent, a to rozsądna różnica. Kiedy pokonałem tą testówką nieco ponad 100 kilometrów, w tym jakieś 20% po Warszawie, a resztę drogą krajową (nie spiesząc się w żadnym razie) i uzyskałem na tym dystansie średnią prędkość 60 km/h – spalanie spadło do naprawdę zaskakującej wartości 4,2 l/100 km! To o 0,9 l/100 km więcej od deklaracji producenta w zakresie jazdy w cyklu pozamiejskim! Rewelacja wręcz, zwłaszcza, że nie lubię jeździć ekonomicznie. No ale potem, gdy już wyruszyliśmy w naszą zasadniczą podróż, zużycie zaczęło wzrastać. Średnie spalanie okazało się jednak i tak rewelacyjne. Na dystansie 3.434 km (od wyjazdu z parku prasowego Peugeot Polska do powrotu do niego) udało mi się uzyskać średnie zużycie oleju napędowego na poziomie 5,0 l/100 km! Przy średniej prędkości 85 km/h. Jak dla mnie to świetny wynik i muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem. A i moje konto w banku okazało się szczęśliwsze, niż byłoby, gdyby średnia wyniosła powiedzmy o litr więcej. To wszak 34,34 litra, czyli realnie jakichś 155 złotych (przy założeniu, że tankowałbym w cenie rzędu 1 euro za litr ON). Może niewielka to kwota przy wszystkich poniesionych w czasie wyjazdu kosztach, ale zawsze to oszczędność. Nie, nie jestem z Poznania, ani z Krakowa ;-)

I tu dochodzimy do clou – dlaczego niby Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 jest lepszy, niż program 500+ ;-) Otóż tak. Kupując taki samochód wydają Państwo wprawdzie niemal 90.000 zł, albo nawet blisko 100.000 zł, gdy doliczymy takie „niezbędne” rzeczy, jak nawigacja (2.500 zł), lakier metalizowany (co najmniej 2.400 zł), reflektory przeciwmgielne (800 zł), czujniki parkowania z tyłu (1.000 zł), składane lusterka zewnętrzne z oświetleniem podłoża (600 zł), odtwarzacz CD (testowe auto go nie miało – 600 zł), podgrzewane przednie fotele (700 zł), czy szklany dach Cielo (2.000 zł). To sporo, ale już dowiedliśmy, że to normalna cena w tym segmencie i z takim napędem. A potem jeżdżą nim Państwo ciesząc się z nowego samochodu i wydając na paliwo naprawdę niewielkie pieniądze. Przy założeniu, że z auta będą Państwo korzystać przez kilka lat – oszczędności na paliwie okażą się realne i niemałe. Dla przykładu – pokonanie trasy takiej, jak my, czyli rzędu blisko 3.500 km, kosztowało około 740 zł (założyłem średnią cenę oleju napędowego na poziomie 4,30 zł – wszak w Polsce jest jednak tańszy, niż w strefie euro; na granicy w Gorzyczkach płaciłem i tak stosunkowo dużo, bo 4,01 zł/litr. Czyli można skoczyć z Warszawy do Paryża i z powrotem za jakieś siedem stówek. Nieźle. To wprawdzie cena i tak wyższa, niż bilet lotniczy w obie strony, jeśli się leci klasą ekonomiczną i wybierze korzystną datę, ale już przy dwóch osobach samochód wychodzi taniej.

W dodatku Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 pozwoli Państwu cieszyć się niskimi kosztami podróży przez dość długi czas – zależny od tego, jak długo będą go państwo eksploatować, a program 500+ runie zapewne bardzo szybko, bo zwyczajnie w budżecie szybko zabraknie na niego pieniędzy. I choć jest on społecznie nośny i na pewno wyczekiwany, to rozdawanie pieniędzy nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, a wręcz może rodzić patologie. I zapewne któraś ekipa rządowa będzie musiała ów program zamknąć, co – być może – przypłaci kompletną porażką w wyborach, ale jeśli rozniesie w pył budżet, to też zwycięstwa w wyborach nie odniesie.

Lepszym więc rozwiązaniem jest dawać ludziom zamiast gotowych pieniędzy – gotowe rozwiązania. Uczyć oszczędzać, rozsądnie gospodarować swoimi środkami. Bo pamiętajmy, że żaden rząd nie ma swoich pieniędzy. Żeby coś nam „dać”, musi wcześniej zabrać. W postaci najróżniejszych podatków. A opowiadanie, że program 500+ rozrusza gospodarkę i w postaci podatków wróci do budżetu, to mrzonki – wszak nie mamy podatków w wysokości 100% (na razie…).

Tak, zdecydowanie Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 jest takim rozsądnym rozwiązaniem. Rozsądnym dla klienta, ale nie dla rządu, jaki by on nie był. Spalając mało paliwa w mniejszym stopniu zasilamy budżet. Ale choć uważam, że podatki powinniśmy płacić, to żal mi serce ściska gdy patrzę, jak są one roztrwaniane. I nie chcę tu politykierować ;-) ale czyż nie mają Państwo chociaż czasem wrażenia, że rząd (jaki by nie był, przez jaką by ekipę nie był sformowany) ma mniej lub bardziej w głębokim poważaniu oczekiwania społeczne i zwyczajne naszą wspólną kasę marnotrawi? A często potrzeb społecznych nie rozumie, jak ta mocno szczupła Pani Minister z obecnego rządu, która w jakiejś audycji radiowej, o ile mnie pamięć nie myli, powiedziała, że program 500+ jest o wiele lepszy, niż bezsensowna budowa stadionów i autostrad. No krew mnie zalała! Bo jak kwestia stadionów może być jeszcze dyskusyjna (choć efekt Euro’2012, to nie tylko kwestia wykorzystania stadionów, ale i trudniej policzalny wzrost atrakcyjności turystycznej naszego kraju na arenie międzynarodowej), tak opowiadanie, że budowa autostrad i dróg ekspresowych była bezsensem, to oznaka kompletnego oderwania od rzeczywistości i bzdura, której żaden minister, bez względu na resort, wypowiadać nie powinien, bo to znaczy, że nie rozumie podstaw!

Zgadzam się, że drogi w Polsce buduje się często bardzo drogo i bardzo niechlujnie, że ich jakość pozostawia wiele do życzenia, ale twierdzenie, że to bezsensowne działanie, graniczy nie powiem z czym, bo mi jeszcze wpadną o świcie i będą ciągać po aresztach wydobywczych ;-)

Dobra – skończmy z tą polityką. Podsumujmy w zamian, że Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120, to bardzo oszczędny samochód o wielu zaletach użytkowych i zdecydowanie warto wziąć go pod uwagę, gdy szuka się kompaktowego kombi. Myślę, że się Państwo na nim nie zawiodą! A wydane na zakup tego auta pieniądze okażą się dobrą może nie inwestycją, ale na pewno rozsądnie wydaną kwotą, która pozwoli Państwu cieszyć się nabytym autem przez wiele lat. I przez wiele lat oszczędzać na kosztach eksploatacji. Czego serdecznie Państwu życzę.

 

Linki do hoteli i restauracji podałem dlatego, że mi się te obiekty spodobały i uznałem, że mogę je Państwu polecić. Nie wytargowałem żadnej zniżki z tego powodu ;-)

 

Dziękuję Firmie Peugeot Polska za udostępnienie samochodu do testu.

 

 

Krzysztof Gregorczyk
zdjęcia: KG, AG, DG

Galeria

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Test: Peugeot 308 SW Active BlueHDi 120 – lepszy, niż 500+"

Powiadom o
avatar
  
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Michał Z.
Gość
Panie Krzysztofie, kupno Skody jest lepsze niż 500+ lub zakup 308, w końcu mniej Pan straci na wartości. W ogóle to wolałbym, żeby rząd wprowadził program 508+ i rozdawał Peugeoty 508 w najdroższej wersji;) A tak na poważnie- świetny artykuł, dobrze się czyta. Dla mnie- człowieka interesującego się motoryzacją i chcącego wybrać się znów do Włoch- idealny;) A skoro Pan zszedł na tematy polityczne… ja czekam na rząd, który obniży podatki, ale tak sensownie, żebym w portfelu był to w stanie poczuć. Niestety, to są marzenia. Co do 500+, to powiem tak- nasza sytuacja demograficzna jest naprawdę zła- duża emigracja,… Czytaj więcej »
Slawo
Gość

Dzięki, świetny test turystyczny, sam uwielbiam takie wyjazdy więc czekam na kolejne :)

toughluck
Gość
Samochód jest bardzo fajny, niestety maksymalnie dla czteroosobowej rodziny — dla pięciu już nie będzie tak wygodny (zwłaszcza, jeśli do bagażnika musiałby się jeszcze zmieścić wózek), ewentualnie wygodny będzie dopóki dzieci są w przedziale wiekowym 3-8 i jeżdżą w wygodnych fotelikach. Potem niestety najstarszemu dziecku przestaje być wygodnie. To samo dotyczy zresztą samochodów segmentu D i sam biję się z myślami, że nowego C5 nie kupię, ale zdecyduję się prawdopodobnie na Picasso (zwłaszcza po obejrzeniu zdjęć nowego Scenika). Mi też podobał się test. Bardzo fajny „dziennik podróży”. Garść uwag: Inspiracją do zbudowania zamku Neuschwannstein był nie tylko pałac Wartburg, ale także… Czytaj więcej »
Wolo
Gość

Po co te skręty polityczne? O polityce więcej niż o samochodzie! Co z hamulcami? Serwis jakoś zareagował? Wersja 120km ma je wzmocnione względem wersji 100km a i tak było źle? Nie przeszkadzał szum z bocznych szyb?

wpDiscuz