Grudniowy numer „Top Gear” można kupić już od dosyć dawna, lada chwila do sprzedaży trafi ten datowany na styczeń’2010, czas więc najwyższy rzucić okiem na to, jakie samochody francuskie pojawiły się w ostatnim tegorocznym wydaniu.
„Top-Gear” nr 12 (22) z XII.2009
Stron: 148 (z okładką)
Cena: 4,90zł
Koszt 1 strony: nieco ponad 3,3 grosza
Warto kupić: ogólnie tak, ale nie dla aut francuskich
O jakich markach piszą lub choćby wzmiankują: Citroën, Renault
O jakich modelach wspomniano: C1, Clio, Megane
Renault Clio RS pojawiło się już we wstępniaku Piotra R. Frankowskiego, Redaktora Naczelnego polskiej edycji „Top Gear”. O tym samochodzie jednak będzie więcej nieco dalej, więc przeskakujemy teraz ze strony 6. na 22. A tam James May wspomina Citroëna C1, który zdecydowanie nie podoba się (stylistycznie) znanemu dziennikarzowi i felietoniście „TG”.
I niestety trzeba znowu przerzucić wiele kartek, zanim trafi się na coś francuskiego. Dopiero na stronach 68-103 pojawiła się artykułów, w których pokazano 11 mocnych samochodów. Ale zaraz - francuskie autko w towarzystwie Mercedesa SLR Stirling-Moss, Astona Martina V12 Vantage i Ferrari 599 HGTE? Obok Lotusa Evory i Lamborghini Murcielago? Czy to możliwe? W „Top Gear” jak najbardziej. I to tak niepozorne, że w zasadzie wyjątkowe tylko kolorem. Jedyne zielone... To Renault Clio Sport 200 Cup. Samochodzik wyglądający niemal jak zwyczajna miejska wersja, ale oferujący 203 KM i sportowe zawieszenie. Auto za 15 tysięcy funtów szterlingów dostarcza tak wspaniałych wrażeń, że nie ustępuje tym niemal zupełnie supersamochodom, które wybrał dla siebie legendarny Stig.
Oczywiście w takiej cenie końcowej nie można było poszaleć, więc deska rozdzielcza nie oferuje cudów, wręcz może przerażać taniością materiałów, ale czy w takim samochodzie patrzy się na deskę? I choć Clio okazało się najwolniejszym zawodnikiem na testowym torze „TG”, to przyznać należy, że czas 1:34,0 robi wrażenie. O połowę mocniejszy Focus RS był szybszy tylko o 3,2 sekundy, Nissan 370 Z o 4,1 sekundy, a Lotus Evora o 5,9 sekundy. To nie wstyd przegrać z takimi autami, że o supersamochodach z początku stawki nie wspomnę.
Renault Megane kontynuuje test długodystansowy w redakcji „Top Gear”. Pokonało już 22 tys. km i nie pojawiły się żadne nowe problemy, za to wciąż dokucza drgający reflektor. Auto zgłosiło też zapotrzebowanie na uzupełnienie oleju silnikowego, co nie jest wcale takie proste. Dość ciekawie rozwiązano też lokalizację bagnetu - jest zintegrowany z korkiem wlewu oleju... Ogólnie jednak Meganka pozostaje jednym z ulubionych samochodów testowych „TG”.
I to już wszystko, co napisano o samochodach francuskich w ostatnim tegorocznym numerze „Top Gear”. Jak zwykle warto kupić ten miesięcznik, ale niestety nie z powodu aut francuskich.
Krzysiek Gregorczyk
|