Zaloguj
Zarejestruj się »
 
19619084 odsłon od września 2004 roku Subskrybuj RSS
   
Wiadomości
Filtr: Ciekawostki, Citroen, Dacia, Felietony, Peugeot, Przegląd Prasy, Renault, Sport, Wszystkie
Francuskie w Europie lepiej, niż w Polsce
02.03.2010 r.

Samochody francuskich marek nie mają łatwo w Polsce - szereg mitów, uprzedzeń i masa niekompetentnych mechaników (zwłaszcza tych spoza sieci dealerskiej) zdecydowanie nie sprzyjają Citroënom, Peugeotom, czy Renault. Również Dacia - rumuńska, ale należąca do Grupy Renault - ma spore problemy z przekonaniem do siebie Polaków. Europa ma zdecydowanie mniej uprzedzeń...


W pierwszej dziesiątce najchętniej wybieranych przez klientów marek samochodów nowych są tylko dwie francuskie - Renault i Peugeot. Citroën jest w drugiej dziesiątce, choć jeszcze nie tak dawno znajdował się w pierwszej. Dlaczego tak jest?

Jak wspomniałem na wstępie - wiara w mity jest w naszym kraju mocno rozpowszechniona. Kuzyn kolegi powiedział, że wujek jego szwagra miał awarię francuskiego samochodu (tu: wstawić markę). Albo mu się samochód spalił. Nieważne jaki, ale skoro się spalił, to na pewno był Peugeot 307... Albo mu się zepsuło coś, co kosztowało krocie. Jakby do innych samochodów części zamienne rozdawano za darmo.

Polacy nie potrafią też liczyć. Wolą kupować zamienniki oryginalnych części nie zważając na ich jakość - jedynym kryterium jest zwykle cena. A że część taka potrafi wytrzymać tylko znikomą część czasu, jaką zapewnia oryginał? Nieważne. I choćby per saldo koszty oryginału były nawet dwukrotnie niższe, niż suma kosztów zamienników w tym samym czasie, większość Polaków i tak wybierze część tańszą.

O regularnym serwisowaniu też wielu naszych rodaków nie słyszało - są przekonani, że pod tym pojęciem kryje się okresowe dolewanie paliwa. Wymiana oleju? Może i francuskie samochody tego oczekują, bo przecież w niemieckich nic takiego nie trzeba robić - tak sądzi nadzwyczaj wielu użytkowników samochodów w naszym kraju.

Przesadzam? Obawiam się, że nie. Nie patrzę bowiem przez pryzmat wielkich miast, ale staram się uwzględnić również na przykład wschodnie rubieże naszego kraju. Tutaj, to w ogóle ktoś jeżdżący francuskim samochodem sam się prosi o kłopoty - na pewno mu się zepsuje, a ogół patrzy na takiego pacjenta z mieszaniną politowania i ironii - jak można być tak głupim, żeby nie kupić superanckiego niemieckiego auta?

Szereg mitów krążących na temat samochodów francuskich jest wynikiem braku wiedzy na temat ich serwisowania. Nie tak przecież skomplikowane zawieszenie hydropneumatyczne co poniektórych Citroënów stanowi dla przeciętnego mechanika magię nie do zrozumienia, bo jak coś może się uginać, jeśli nie ma sprężyny? Po co pod podwoziem są jakieś rurki? Trzeba je wyciąć - młotek, przecinak i ognia! Przecież w szwagra Golfie tego nie ma, to i tu na pewno jest niepotrzebne.

Mnóstwo mitów, legend i przeinaczeń sprawia, że francuskie samochody nie sprzedają się w Polsce najlepiej. Do tego zwykle wyglądają inaczej, nie zlewają się z masą innych aut sunących po drogach, a wybór odmiennej stylistyki, to u nas społeczne przestępstwo niemalże równe z homoseksualizmem. Nawet Pietrek z „Rancza” wzbudził powszechną wesołość malując sobie włosy na zielono (czyżby LHM-em?). Miny prześmiewców jednakże zrzedły, gdy pokazał, ile zarobił, bazując po części na oryginalnym image’u.

Podobnie jest z samochodami. W segmencie E królują w większości nijakie stylistycznie propozycje niemieckich koncernów. Renault Vel Satis, Peugeot 607, czy Citroën C6, to wielkie rzadkości na polskich drogach. Trzeba mieć bowiem fantazję i pieniądze, choć pewnie w odwrotnej kolejności, by pozwolić sobie na właśnie taki samochód - odmienny, więc rzucający się w oczy. Kłujący co poniektórych, bo jak to może być, że „sumsiad” kupił coś takiego. Z jednej strony trzeba go wyśmiać za taką pokrakę rodem z Pana Samochodzika, z drugiej zaś podkablować do skarbówki, żeby sprawdzili, skąd miał taką kasę... Tak, czy inaczej - zazdrość zostanie wzbudzona, a w Polsce idą za tym jeszcze gorsze cechy. A to ktoś zechce sprawdzić, czy lakier spod paznokcia długo nie schodzi, a to czy blachy miękkie i pod gwoździem się ugną, a to czy opony są z dętkami, czy bez...

Co zrobić, żeby Polacy kupowali więcej francuskich samochodów? Trzeba pracować nad mentalnością narodu, kształcić go, pokazywać, że „inne” wcale nie znaczy „gorsze”. Zresztą widać już jakieś światełko w tunelu - Renault jest w czołówce marek sprowadzanych zza granicy w przypadku aut używanych. Coraz mniej boją się ludzie nawet Citroënów o regulowanym prześwicie - spotkanie dziś XM-a, czy BX-a nie jest czymś bardzo dziwnym, choć to przecież leciwe już konstrukcje, w zdecydowanej większości pochodzące z prywatnego importu. Ludzie decydują się na nie zapadając na chorobę - jak już wsiądą do takiego auta posiadanego przez kogoś znajomego, to przestają odczuwać wiele nierówności polskich dróg. Gdy w dodatku taki samochód można kupić za połowę wartości niemieckiego Panzerwagena w zbliżonej klasie i roczniku - po co wydawać kasę na coś, co nie wygląda? Bo że komfortu nie zapewnia, to oczywista oczywistość, że zacytuję klasyka ;-)

Daleko nam do Europy, oj daleko... W normalnych krajach naszego kontynentu francuskie samochody sprzedają się bardzo dobrze. Owszem - dominują niemieckie, ale też tamtejszy rynek jest największym europejskim rynkiem nowych aut. To ma przełożenie na ilość sprzedawanych pojazdów, bo przecież Niemcy, jak Polacy, kochają swoje produkty. Ale wielu Niemców docenia też auta francuskie, a nawet (w Polsce niektórzy już biją na alarm!) rumuńską Dacię. Auto tanie, proste, niczego nie udające. Tanie w zakupie, serwisie i eksploatacji. Bo takie miało być. W Polsce najważniejszy jest prestiż budowany przez posiadane auto, i nie wiedzieć czemu najwyższy jest w przypadku kilkunastoletnich niemieckich strucli. Bo chyba trudno uwierzyć w bzdurę, że niemal wszystkie importowane prywatnymi kanałami samochody z Niemiec pochodzą od emerytowanych lekarzy, księży, czy kobiet i mają - po 12 latach eksploatacji - raptem 70 tys. km, bo były używane tylko w weekendy, na dojazdy do sklepu, kościoła, czy innej szkółki niedzielnej. Nikt, kto choć raz był w Niemczech, nie uwierzy, że tak mobilny naród zupełnie się nie porusza, nie korzysta ze wspaniałej sieci autostrad i gnuśnieje w domu, jak Polacy.

Wiara jest w naszym kraju czymś niesamowitym. Wierzymy we wszystko, w co nam wygodnie, choćby to były największe bzdury. Ważne, żeby wiara była powszechna, bo jak się wierzy w coś innego, niż ogół, to już gorzej, niż brak pracy, mieszkania i posiadanie trzech teściowych naraz.

Europa jest nowocześniejsza, bardziej świadoma i nie boi się nowości. My jesteśmy zaściankiem kontynentu. W Europie nowe francuskie samochody sprzedają się naprawdę nieźle. W ubiegłym roku Renault wypracował trzecie miejsce wśród najpopularniejszych na kontynencie marek - sprzedał 1.087.712 ustępując tylko Volkswagenowi i Oplowi i jednocześnie zyskując w ujęciu rok do roku 0,4%.
Peugeot sprzedał w Europie 989.170 samochodów, co dało mu szóstą lokatę. Stracił w stosunku do wyniku z roku 2008 0,6%.
Citroën z kolei, siódmy na liście, pochwalić się może 1,5-procentowym wzrostem rok do roku dzięki sprzedaży 865.839 samochodów. To niezły wynik i dotyczy tylko samochodów osobowych!

W dziesiątce najchętniej wybieranych nowych samochodów na Starym Kontynencie na trzecim miejscu znajduje się Peugeot 207, na którego zdecydowało się 367.160 klientów. To wynik gorszy tylko od Golfa i Fiesty, których kolejne generacje trafiły na rynek właśnie w ubiegłym roku. Zyskały więc mocno. 207-ka traciła - chyba Peugeot wkrótce pomyśli o modelu 208, choć dobrze ponad 360 tys. sprzedanych 207-mek jest wciąż imponującym wynikiem. Renault Clio III, które sklasyfikowano na szóstym miejscu wśród najpopularniejszych modeli, sprzedało się w liczbie 312.925 egzemplarzy. To o ponad 14 tys. sztuk więcej, niż produkowana w Polsce (jeszcze) Panda, i ponad 20 tys. więcej, niż Volkswagen Polo. Ale zarówno Peugeot 207, jak i Renault Clio, tracą rynek, odpowiednio o 9,7% i 6,8%.

Czy w Polsce uda się zauważalnie poprawić sprzedaż samochodów francuskich? Może tak. Pomóc w tym mogą podróże - Polacy jeżdżą po Europie coraz więcej i widzą, co się tam po drogach porusza. Z czasem zaczną wybierać bardziej rozsądnie, kierując się nie tylko ceną, ale i wyposażeniem, poziomem bezpieczeństwa, a wreszcie zechcą się wyróżniać na drodze, w czym francuskie samochody na pewno mogą pomóc.
Jest tu też pole do popisu dla różnego rodzaju wspólnot zrzeszających miłośników marek, czy modeli, w tym naszego wortalu. Być może uda nam się w tym roku powrócić do zarzuconego kiedyś pomysłu Pikniku z motoryzacją francuską. Miałaby to być impreza ogólnodostępna, pozwalająca na pokazanie zalet samochodów francuskich, ale połączona z różnymi, również pozamotoryzacyjnymi atrakcjami. Jeśli uda się wszystko dopiąć, to zaprosimy Was na ów piknik pod koniec sierpnia.



KG
dane o sprzedaży samochodów w Europie zaczerpnąłem z publikacji IBRM Samar

                                                                                                                                                                                    




drukuj poleć
Dodaj komentarz

Przepisz kod z obrazka:


Komentarze
gość dnia 19-03-2010 o godz. 22:07:20

"Przenigdy auta na F" - napisałem w celu dochowania polskiej tradycji ;-). Na co dzień nie żyję mitami, także w tej materii.
Do gość dnia 02-03-2010 o godz. 20:13:49, jeśli można to prosiłbym o definicję określenia "skodziarz ", w tym kontekście zabrzmiało jak inwektywa. Z racji tego, że sformułowanie to  często występuje na różnych forach(zwłaszcza motoryzacyjnych), może pokusiłby się ktoś i dodał je do Wikipedii.
gość dnia 07-03-2010 o godz. 16:59:39

witam
jeżdżę renault od początku tzn od twingo, potem clio II i zgodzę się z tym artykułem, Niemcy rzeczywiście nakupili w tamtym roku renault. Co do mechaników, przykre ale dobrych jest ich mało, tak jakby zatrzymali się w 2000 roku i samochodzie golf 3, a niestety technologia idzie do przodu. Obecnie KAŻDE auto trzeba serwisować czy to bmw, audi, volkswagen, renault, peugeot. Co do wschodniej polski czy zachodniej wszędzie są osoby które chcą jeździć i nic nie wymieniać. Mam kolegę który robi mechanikę i elektrykę niestety ale 80 % osób kupuje najtańsze części z chin, gdzie klocki hamulcowe nie wytrzymują nawet 1/4 kilometrów co Valeo, Lucas lub ferrodo. Za to są tańsze o 30 zł. Pozdrawiam francuskie.pl
supczinskib dnia 04-03-2010 o godz. 02:16:58

Nawiazujac do tej awaryjnosci, moze to przypadek ale w moim C5 X7 zrobilo sie tak:

http://www.youtube.com/watch?v=rFPPMPqNtRk

Prosze mnie zle nie zrozumiec, bardzo dobrze mi sie jezdzi tym autem, przejechalem 15.000 km i nie zamienilbym go na inne, ale jednak :)
gość dnia 02-03-2010 o godz. 20:13:49

wyp.. z tego forum palancie, pewnie skodziarz- prymityw
gość dnia 02-03-2010 o godz. 17:02:26

Do gość dnia 02-03-2010 o godz. 16:53:31
I całe szczęście. O jednego cymbała mniej :-)))
gość dnia 02-03-2010 o godz. 16:53:31

Przenigdy auta na "F".  :D
gość dnia 02-03-2010 o godz. 12:30:42

Ja zaś zawsze od dzieciństwa miałem jakiś sentyment do aut francuskich. Może dlatego, że do dzisiaj mam przed oczyma przepiękny widok Citroena DS21, który jechał już nie istniejąca b. wyboistą, nieutwardzoną ulicą gdzieś na ówczesnych peryferiach Warszawy ciągnąc za sobą potężny ogon kurzu ale przy tym dosłownie płynął nad tymi wybojami, gdy inne samochody przejeżdżając kiwały się jak kaczki. Było to już ponad 50 lat temu! Od 13 lat jeżdżę kolejnymi samochodami francuskimi (Peugeotami bo ich linia nadwozia najbardziej mi odpowiada) i jestem z nich całkowicie zadwolony. Może dzięki temu część moich znajomych też jeździ samochodami francuskimi widząc, że są to auta - przy prawidłowym serwisowaniu - niezawodne, a przy tym dobrze wyposażone i po prostu ładniejsze od niemieckiej czy japońskiej masówki.
gość dnia 02-03-2010 o godz. 11:05:30

ludzie czytają autoszajsy i tym się też sugerują. jesli tam zapowiadają test aut na nastepny tydzień i wśród nich jest auto francuskie czy włoskie, to wynik jest przesądzony.
Nie trzeba kupować gazety z przyszłego tygodnia, bo pierwsza będzie przepiękna skoda (obojętnie która, bo marka ta ma teraz całą gamę cudownych, smukłych aut), a drugi będzie Tapczanowagen, albo odwrotnie.
Sprawdziłem to już nie raz i zawsz jest to samo.

Po prostu, gdyby ludzie zdali sobie sprawę z tego, że auto francuskie nie jest bardziej awaryjne od niemca, a przy tym lepiej wykonane w środku i przytulniejsze, nie mówiąc o właściwościach jezdnych, to tego szmelcu przerobionego z poniemieckich czołgów nikt by po prostu nie kupił.

I jeszcze wciska się ludziom, że francuzy może są konfortowe, ale chwieją się na zakrętach, co nie jest już prawdą, tak było kiedyś. Teraz francuzy są podobnie twarde jak niemcy, ale i tak bardziej komfortowe.

Po prostu taki kraj, taki naród, niemyślący i to się pewnie nie zmieni.

I jeszce mit o tanich częściach. mówi mi znajomy, po coś kupił żonie 207, jak sie coś zepsuje to zobaczysz.
No bo pewnie do jego Vitary wszystko za darmo dają w serwisie.

Akurat mamy w domu jeszcze golfa IV, kupionego okazyjnie od ojca, zadbanego, z 2001 roku, 130tys. km.
Popsuł się już dużo razy, ale nie w tym rzecz.
1,5 litrów płynu do chłodnicy 39,90zł w serwisie VW.
2 litry płynu do chłodnicy 18,90zł w serwisie Peugeota. ludzie, otwórzcie wreszcie oczy.

i nie jestem rasistą, podoba mi się Astra IV, przynajmniej w reklamie i gazetach. Zobaczymy jak na żywo będzie.
gość dnia 02-03-2010 o godz. 08:52:20

Ale po co Polacy mają kupować francuskie? To nie jest w moim interesie :) Jeszcze mi auto ukradną, bo "ktoś" części potrzebuje, tak jak to jest z Passatami/Golfami ,po drugie  jak będzie tego pełno na drodze to argument o wyróżnianiu się legnie w gruzach i po trzecie - czy ja cokolwiek tym zyskuję? Ani nie pracuję u Francuzów, nie tworzę dobrobytu u siebie w kraju, tylko za granicą (brak fabryk francuskich koncernów w Polsce) - więc po co? Żeby nie być "odmieńcem"? No przecież po to go kupiłem :DDD Zresztą używanych Renówek przynajmniej w moich okolicach jest prawie tyle co VW :P
Pozostałe wiadomości
WRC: Po odcinku testowym przed Rally Finland

Dziś przed południem odbyły się przejazdy odcinka testowego przed rozpoczynającym się wieczorem 60. Neste Oil Rally Finland. Citroëny pokazały się z dobrej strony, czego zresztą oczekiwaliśmy.

29.07.2010 r.
0 komentarzy więcej
 
Niezawodność po hiszpańsku

Polskie media, nierzadko zależne od niemieckich wydawnictw, bazują zwykle na raportach niezawodności pochodzących z rynku niemieckiego. IBRM Samar opublikował dziś dane pochodzące z Hiszpanii. I nie myślcie, że wygrał tam Seat należący do niemieckiego koncernu VAG...

29.07.2010 r.
3 komentarzy więcej
 
Renault Z.E. show - Fluence Z.E. i Kangoo Express Z.E. dostępne do testów drogowych

Jak wiadomo, Renault szacuje, że za 10 lat rynek samochodów elektrycznych zdobędzie 10-procentowy udział w rynku samochodów w ogóle. Wydaje się to - zwłaszcza w Polsce - dość śmiałą tezą, ale realia zdają się potwierdzać tę opinię - za kilka miesięcy samochody elektryczne wyjadą na ulice wielu miast Europy. Głównie Zachodniej...

29.07.2010 r.
2 komentarzy więcej
 
Stronniczy przegląd prasy: „Auto Świat” nr 31/2010

Nowa Laguna jeszcze się nie opatrzyła, ale graficy już kombinują, jak będzie wyglądała jej czwarta odsłona (nie licząc faz poszczególnych odmian). Jedną z takich propozycji zamieścił na okładce aktualnego wydania tygodnik „Auto Świat”. A to jeszcze nie wszystko, jeśli chodzi o obwolutę pisma - pojawił się bowiem na jednym ze zdjęć jeszcze Renault Scenic, którego porównano z trzema niemieckimi konkurentami. Cóż - czas najwyższy sprawdzić, co w ogóle o samochodach francuskich napisano w tym tygodniu w „Auto Świecie”.

28.07.2010 r.
2 komentarzy więcej
<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 następne >>
Forum
przejdź
Ankieta
pozostałe
Czy planujesz długie podróże samochodem po Europie?

Tak, bardzo lubię zwiedzać świat autem
Nie, na dłuższe wyprawy latam samolotem
Trudno powiedzieć
Głosów: 220 | Wyniki