Piszemy co jakiś czas o wielkim handlowym sukcesie Dacii na rynkach Europy Zachodniej. Za sukcesem tym idzie - co ważne - zadowolenie klientów kupujących Logany, Sandero, czy Dustery. Dacia zaś zwiększa produkcję i liczy na jeszcze większe zyski. Nie da się ukryć, że zyskują na tym również pracownicy firmy.
Firma, która jeszcze przed dekadą z trudem walczyła o przetrwanie, teraz osiąga wielką dodatnią dynamikę sprzedaży, nawet w czasach kryzysu zwiększając produkcję, a jej zdecydowaną większość przeznacza na eksport, za ważne dla Rumunii euro. Niewykluczone, że tylko z eksportu Dustera do Mioveni wpłynie ok. 1,5 miliarda euro (w przyszłym roku), a wyniki finansowe związane ze sprzedażą pozostałych modeli mogą tę kwotę podwoić.
Na początku produkcji z taśm fabryki pod Pitesti zjeżdżało 20 Dusterów na godzinę. Dość szybko ich liczba wzrosła do 25, a na początku przyszłego roku powinno to być 35 samochodów na każdych 60 minut. Taki wzrost trzeba jednak dobrze przygotować - nie zależy jedynie od wydajności załogi zakładu w Mioveni, ale trzeba zaplanować właściwą logistykę - zwiększyć dostawy od kooperantów, przygotować miejsce zarówno na podzespoły, produkcję, jak i gotowe wyroby. Choć z tym ostatnim nie powinno być problemu - nikt nie będzie magazynował samochodów, na które już w tej chwili sprzedawcy zaczynają wyznaczać półroczny czas oczekiwania!
To właśnie ogromny popyt na rynkach Europy Zachodniej (na eksport trafia ok. 90% całej produkcji zakładu pod Pitesti) powoduje wzrost wydajności rumuńskiej fabryki. Jej bramy do końca roku powinno opuścić nie mniej, niż 330.000 samochodów. Z kolei na przyszły rok planuje się produkcję nawet 120.000 samych tylko Dusterów, a przecież fabryka produkuje także inne modele z najlepiej się sprzedającym Sandero na czele.
Dacia Duster, pierwszy SUV marki, już w tej chwili zajmuje drugie miejsce, jeśli chodzi o popularność modeli rumuńskiej firmy - ustępuje jedynie Sandero (i Sandero Stepway). W związku z wciąż rosnącym popytem mówi się o zwiększeniu produkcji dziennej Dusterów z 260 obecnie do 460 w przyszłym roku.
Zarówno w Rumunii (do końca czerwca wydano tam 1.500 Dusterów, na realizację czeka jeszcze drugie tyle zamówień), jak i w krajach Europy Zachodniej, klienci wybierają najchętniej wersję napędzaną spełniającym normę Euro5 1,5-litrowym silnikiem dCi o mocy 110 KM i z napędem na cztery koła w cenie rzędu 15.000 euro. To i tak ok. 7.500 euro taniej, niż jakikolwiek konkurent z podobnym silnikiem i napędem.
Grupa Renault ma jednak dylemat - czy zwiększać produkcję w Mioveni do maksymalnej możliwej, obliczanej na ok. 360.000 aut rocznie, czy przenieść część produkcji do budowanego jeszcze zakładu w marokańskim Tangerze. Nie zapadła jeszcze decyzja w tej sprawie, a jest tym trudniejsza, że prawdopodobnie już do roku 2012 Dacia zaprezentuje trzy kolejne modele, w tym siedmiomiejscowego vana oraz auto klasy mini, mniejsze od Sandero, typowy produkt miejski, na który istnieje duże zapotrzebowanie w zachodnioeuropejskich metropoliach.
Aktualna produkcja Dacii w Casablance (Maroko) wynosi ok. 20.000 sztuk. Nowy zakład w Tangerze, po jego uruchomieniu, produkować powinien mniej więcej dziesięć razy tyle samochodów, a docelowo osiągnąć poziom produkcji rzędu 400.000 aut rocznie. Co więc zrobi Grupa Renault? Czy rozbuduje zakłady w Mioveni, czy będzie rozwijać eksport z północnej Afryki? Rozważając rzecz geograficznie jasne wydaje się, że eksport do Francji, Włoch, czy zwłaszcza Hiszpanii jest z Maroka wręcz oczywisty. Będzie krócej, szybciej, taniej, bo można to rozwiązać statkami, które zabiorą na swój pokład znacznie więcej samochodów, niż jakikolwiek pociąg, nie wspominając już o lorach do transportu drogowego.
Na razie mówi się o pozostawieniu w Rumunii produkcji wszystkich Dusterów i ewentualnym przeniesieniu produkcji części innych modeli do pozostałych fabryk firmy. To chyba niezłe posunięcie - wszak początek produkcji nowego zakładu zawsze jest obarczony choćby pewnym ryzykiem jakościowym, więc lepiej może produkować tam prostsze Logany, niż napędzane na cztery koła Dustery.
Dacia wyrasta więc - na naszych oczach - na ważnego gracza motoryzacyjnego rynku. Jest też firmą przynoszącą zyski. W ubiegłym roku zakłady w Mioveni odnotowały obroty w wysokości 2,1 miliarda euro, które wygenerowały 54 miliony euro zysku. Niewiele? Może faktycznie nie tak dużo, ale warto podkreślić, że średnia płaca w fabryce wzrosła na przestrzeni ostatnich pięciu lat trzykrotnie. Nie trzy razy, ale o 300%!!! Tylko ostatni wzrost w pierwszej połowie br. wyniósł średnio 300 lei, czyli niemal 290 zł na osobę. Na początku tego roku (czyli jeszcze przed podwyżką) średnia pensja netto wynosiła ok. 1.700 lei, co - biorąc pod uwagę rumuńskie realia - jest całkiem niezłym wynagrodzeniem. Inna sprawa, że w stosunku do fabryk samochodów we Francji, czy Niemczech, są to i tak nieduże koszty pracownicze...
I tylko łza się w oku kręci, że w Polsce tak nie można było...
KG
|