Zaloguj
Zarejestruj się »
 
41716357 odsłon od września 2004 roku Subskrybuj RSS
   
Wiadomości
Filtr: Ciekawostki, Citroen, Dacia, Felietony, Peugeot, Przegląd Prasy, Renault, Sport, PSA, Wszystkie
Strasz miejska
26.08.2010 r.

Straż Miejska, to ciekawa formacja mundurowa, do widoku której przez wszystkie lata od jej powołania zdołaliśmy już przywyknąć, choć nader często funkcjonariusze tej służby budzą obrzydzenie w zwykłych obywatelach. Ja również, choć nigdy za SM nie przepadałem, od paru dni jestem na nich cięty. Oto parę przykładów na to, co potrafią wykręcić miejscy strażnicy i gdzie mają obowiązujące prawo.


Jakiś czas temu, jeszcze przed erą fotoradarów w Straży Miejskiej, miałem niewątpliwą przyjemność spotkania z dwoma funkcjonariuszami. Wjechałem w pewną niewielką uliczkę, zaparkowałem przy lewym krawężniku, wysiadłem z samochodu, załatwiłem w pobliskim budynku to, co miałem załatwić, a gdy wróciłem do samochodu i do niego wsiadałem (raptem po paru minutach od zaparkowania), owych dwóch strażników podeszło do mnie i zapytało, czy mają mi wlepić mandat. Zapytałem, za co. Oni na to, że tam, kilkadziesiąt metrów za nimi, stoi znak zakazu zatrzymywania się i postoju. Cóż - to prawdopodobne - stał znak okrągły, ale takich jest co najmniej kilkadziesiąt, a ja nie byłem w stanie zgadnąć, co on przedstawia, bo był ustawiony dla samochodów jadących w przeciwną stronę. Powiedziałem więc, że nie mam obowiązku przejechania całej ulicy, ani nawet do kolejnego jej skrzyżowania, żeby sprawdzić, jakie znaki tam stoją. Jeśli chcą, bym przestrzegał zakazu, to niech go postawią również od drugiej strony ulicy. W przeciwnym wypadku nie mogą mnie ukarać. Skończyli na tzw. pouczeniu, które totalnie zlałem, bo racja była po mojej stronie; i to właśnie sprawiło, że spotkanie z funkcjonariuszami było naprawdę przyjemne :-)

Niestety przed paroma laty do wcale licznych uprawnień strażników miejskich doszło jeszcze jedno - mogą stawiać fotoradary, w tym przenośne, i karać kierowców za przekraczanie prędkości. Funkcjonariusze ochoczo zabrali się do pracy - jak donoszą liczne media, na tyle ochoczo, że nierzadko zaniedbali całe mnóstwo innych obowiązków. Bo po co się szarpać z drobnym pijaczkiem spożywającym alkohol w miejscu publicznym? Ani to przyjemne, ani bezpieczne, ani wygodne, a na dodatek kasy nie przyniesie. Co innego fotoradar. Po co sprawdzać, czy w mieście panuje porządek? Trzeba się nachodzić, napatrzeć, nawąchać. Lepiej obsługiwać fotoradar. Po co zimą sprawdzać, czy chodniki są odśnieżone, albo czy zwisające z dachów sople nie zagrażają przechodniom - to też działanie niemiłe dla strażnika, bo można się poślizgnąć, dostać soplem, czy po prostu nieprzyjemnie zmarznąć. Lepiej usiąść w ciepłym wnętrzu samochodu i patrzeć, jak stojący kilkanaście metrów dalej fotoradar przypominający kosz na śmieci wyłapuje niegrzecznych kierowców...

Dla przykładu - odkąd łódzka Straż Miejska (za lodz.naszemiasto.pl) otrzymała fotoradar, z nawiązką wyrabia narzucone przez magistrat normy finansowania miejskiego budżetu. Szkoda, że z taką gorliwością bazując jedynie na tym urządzeniu, a nie na mandatach za wykroczenia pozadrogowe. Co ciekawe uchwała Rady Miejskiej przewidywała zakup jednego fotoradaru i postawienie blisko dziesięciu masztów, które miały działać prewencyjnie. Fotoradar kupiono, ale masztów nie postawiono... Czy nie złamano w ten sposób prawa, nie wykonując uchwały RM?

Prawo jednak nader często nie ma dla strażników miejskich żadnego znaczenia. Wydaje im się, że to oni stanowią prawo. Przykładem na to może być artykuł z nieco kontrowersyjnego tygodnika „NIE”, który znaleźliśmy w Internecie i pozwalamy sobie pokazać niżej. To ewidentna kreatywna prewencja - najwyraźniej sfałszowano zdjęcie zrobione przez fotoradar, by wyłudzić pieniądze od kierowcy, który rzeczywiście przebywał w okolicach Lewina Kłodzkiego, ale fotografia najwyraźniej nie do końca przedstawia jego samochód [nieważne, że nie francuski ;-)))]. Muszę przyznać, że zaszokowało mnie takie działanie ludzi, którzy podobno mają stać na straży naszego bezpieczeństwa, a stali się maszynkami do wyciągania pieniędzy. Co gorsza - działając wbrew prawu.

Potwierdzeniem na tę opinię jest wstępniak do aktualnego „Motoru”, w którym Redaktor Naczelny tego pisma prezentuje kilka przykładów działań strażników miejskich. Okazuje się, że mandaty za wykroczenia drogowe (czytaj: przekraczanie prędkości) stanowią gros z ogółu wystawianych grzywien. Spokojnie można uznać, że ilościowo pewnie z 80%, wartościowo - znacznie więcej. Co gorsza - mandat wystawiony przez Straż Miejską w ciągu 30 dni od popełnienia wykroczenia zasila budżet lokalny, a po miesiącu - państwowy, ale strażnikom to nie przeszkadza i kasują na lokalne konta pieniądze również z mandatów wystawionych po ustawowym terminie. I nie są to odosobnione przypadki - w przywołanym w „Motorze” przykładzie była to mniej więcej połowa, jeśli dobrze pamiętam. To też jest łamanie prawa!

Pytanie, czy ludzie, którzy tworzą tą bezsensowną tak naprawdę formację, znajdują się aby we właściwym miejscu. Czy mają predyspozycje do pracy w służbie mającej być organizacją zaufania publicznego. Osobiście mam co do tego duże wątpliwości. Pomijając bowiem ewidentne przykłady łamania prawa, czy nawet jego naciągania, jak w wyżej opisanym przypadku, mam wrażenie, że jedynym kryterium przyjęcia w szeregi Straży Miejskiej jest dyspozycyjność względem poleceń wydawanych przez przełożonych. Zresztą nawet jeśli nie, to i tak po chwili służby palma co poniektórym odbija. Wydaje im się, że są panami, nadludźmi wręcz, a to już zaczyna graniczyć z faszyzmem, czy innymi totalitaryzmami. I tu już moje doświadczenie, zdecydowanie niezwiązane z wykroczeniem drogowym, czy jakimkolwiek innym.

W ostatni weekend miałem wątpliwą przyjemność pojawić się na koncercie pewnej polskiej gwiazdy muzyki rozrywkowej. Cóż - dzieci chciały panią zobaczyć na żywo, więc zabrałem moje córki i udałem się do miejskiego amfiteatru. Ścisk był spory, ale weszliśmy bez problemów. Po parunastu minutach córkom zamaniło się coś do jedzenia. Wyszedłem więc poza ogrodzenie amfiteatru, bo tylko tam mogłem kupić watę cukrową i prażoną kukurydzę. Gdy wracałem, amfiteatr zamknięto. Dopchałem się do wejścia i zacząłem tłumaczyć stojącemu przy nim strażnikowi miejskiemu, że wewnątrz obiektu są moje dzieci, na co funkcjonariusz zareagował stwierdzeniem, że ciekawy mam pomysł na wciśnięcie się na koncert. No słuchajcie - krew mnie zalała! Ja, facet niemal 40-letni, o wyglądzie dalekim od młokosa, z włosem przyprószonym siwizną i z watą cukrową w jednej dłoni i torebką prażonej kukurydzy w drugiej, chciałem się niby wepchnąć na koncert raczej młodzieżowej gwiazdy (a co tam, napiszę: Dody), choć na fana tej pani nie wyglądałem nigdy i wyglądał nigdy nie będę! Ciekawe, że kupiłem słodką watę i słoną kukurydzę, żeby spróbować wyłudzić wejście na darmowy skądinąd koncert. Rozumek pana strażnika najwyraźniej do najsprawniejszych nawet w moim małym mieście nie należy...
Facet mnie zapienił, więc tłumaczyłem mu jak krowie na miedzy, że w kilkutysięcznym tłumie w amfiteatrze moje córki będą się niepokoić, co się stało z tatą. A on na to, że to mój problem, skoro je zostawiłem bez opieki. I że mnie nie wpuści, bo mogłem nie wychodzić. Cóż - pewnie pacjent nie ma dzieci, a jak ma, to im szczerze współczuję - ojciec nie kupuje im przekąsek, bo się boi, że nie wejdzie z powrotem na koncert. Gdy zresztą wychodziłem poza ogrodzenie amfiteatru nikt mnie nie poinformował, że wejście zostanie wkrótce zamknięte.
No ale dobra - facet może dostał prikaz, żeby nikogo nie wpuszczać, więc rozkazu złamać nie chciał. Mógłbym to zrozumieć. Ale trudno mi było takie zrozumienie wykazać w momencie, gdy za płotem zostały moje dzieci. Poprosiłem więc jaśnie pana strażnika o nazwisko, bo zamierzałem na niego złożyć zażalenie - w końcu mam takie prawo. Jaśnie pan strażnik strasznie się zaperzył i powiedział, że mi nazwiska nie poda. Poprosiłem go o nazwisko jeszcze raz, a on na to, że wylegitymować, to on może mnie, a nie ja jego. Przykro mi, Jaśnie Panie Strażniku - aby przystąpić do kontroli obywatela musi się Pan najpierw sam przedstawić. Co więcej - na prośbę tego obywatela musi Pan podać swoje nazwisko nawet przed przystąpieniem do jakiejkolwiek interwencji - jest Pan funkcjonariuszem publicznym i ma Pan zasrany obowiązek podać swe dane, a nawet okazać legitymację służbową. Występował Pan w mundurze, czyli właśnie służbowo, a nie jako osoba prywatna, i jeśli Pan nazwiska nie podał, to złamał Pan prawo. Czas najwyższy się douczyć. A przede wszystkim zmniejszyć poziom swojej arogancji i jaśniepaństwa - ten mundur z głupią czapką nie oznaczają, że się jest mądrym, inteligentnym i wie się wszystko lepiej. To tylko oznaka władzy, którą chcecie, byśmy szanowali. Ale jak Was szanować, skoro tak często jesteście ignorantami, nie przestrzegacie prawa, a woda sodowa związana z nadanymi uprawnieniami uderzyła Wam do głów. Sami macie problemy z własną tożsamością, jako formacji, wydaje Wam się, że możecie tak dużo, ale w zderzeniu z realiami uciekacie się do zachowań podejrzanych, niemoralnych, a nawet niezgodnych z prawem. W dodatku nie umiecie się zachować, próbujecie być anonimowi, czyli de facto boicie się reakcji społeczeństwa na Wasze nie zawsze słuszne zachowania. To jak banda łobuzów - odważna w grupie podobnie ubranych członków grupy, w pojedynkę bezbronna i zakompleksiona.

Dlatego nie liczcie w żadnym wypadku na szacunek społeczny. Po prostu nie niego w żaden sposób nie zasługujecie, a Wasze zachowania niemal z każdym dniem przysparzają Wam wrogów, czy tylko ludzi wam niechętnych. Pamiętajcie też, że Polacy, to naród pieruńsko niepokorny i może zacząć stosować praktyki mało dla Was przyjemne. Na przykład na złość Wam zaczniemy jeździć zgodnie z przepisami ;-) i wtedy za jasną cholerę nie wyrobicie norm narzuconych Wam przez magistraty. I będzie po premii. Skończy się Eldorado, zacznie się gestapo.

A poważniej. Nieporównanie bardziej wolę policjantów. Owszem - w ich szeregach też zdarzają się dziwni funkcjonariusze, ale jest ich procentowo znacznie mniej. Policja prawa z reguły nie łamie, a już na pewno nie tak nagminnie, jak strażnicy miejscy. W dodatku ze wszystkiego musi się wiecznie tłumaczyć, a Straż Miejska sprawia wrażenie świętych krów nad Gangesem. Wciąż pojawiają się krytyczne publikacje pod adresem tej formacji, ale jeśli się coś zmienia, to z reguły tylko na gorsze. Dlatego też uznałem, że zażalenia na pana „strasznika” składał nie będę, bo to i tak nic nie da, ale przyjemności napisania powyższego tekstu odmówić sobie nie mogłem.



Życząc Wam jak najmniej kontaktów z miejskimi strachami
pozdrawiam Was serdecznie
Krzysiek Gregorczyk


P.S. Powyższy tekst dedykuję szczególnie Władzom Samorządowym oraz Straży Miejskiej w Kraśniku




drukuj poleć
Dodaj komentarz

Przepisz kod z obrazka:  


Komentarze
gość dnia 15-10-2010 o godz. 14:38:09

Ja cie nie moge ale rambo na tym zdjęciu z maszynką do robienia kasy :)
gość dnia 26-08-2010 o godz. 23:12:10

to znowu ja. po raz trzeci. gazete "Nie" uwazam za totalny chlam i nie radze dawac wiary w to co pisza. zdjecia z fotoradaru takie juz wychodza. tzn. na moim jest tak ze widac obie tablice, tylko ta w prawidlowym miejscu jest mniej wyrazna (choc tez czytelna) a ta pod zderzakiem juz lepszej jakosci. owszem mozna by sie upierac ze zdjecie to fake, ale widac na nim moja twarz i to dokladnie (zdjecie od przodu). dlatego tez uwazam ze gosciu ktory sie tak wyklocal ze straza, chcial po prostu ich oszukac, a caly artykul jest grubymi nićmi szyty.
gość dnia 26-08-2010 o godz. 23:02:41

najlepsze jest zdjecie ostatnie. srodek lasu, pusto, koniec ograniczenia do 40 i... radar.
gość dnia 26-08-2010 o godz. 22:52:10

znak stoi po tej stronie ulicy ktorej strony sie tyczy. a wiec jesli chodzi o lewa strone jezdni to znakow niestety nalezy wyszukiwac samemu po drugiej stronie ulicy. a wiec jak ktos juz w poprzednich komentarzach to stwierdzil, nie miales racji :-)
Zibi_67 dnia 26-08-2010 o godz. 22:46:05

Pio306 dnia 26-08-2010 o godz. 20:25:21
Szanowny Pio306, teoretycznie masz rację, że porażką jest dać się złapać dwa razy w tym samym miejscu na ten sam trick, ale za pierwszym razem zrobili fotkę w zimie, kiedy było ciemno (droga w tym miejscu była nie oświetlona), z otwartego bagażnika samochodu, a za drugim razem w dzień stał kubeł na śmieci, a tych .... nie było widać, bo samochód był schowany i kable do kubła dobrze zamaskowane. O tym, że w Białym Borze zmienili "taktykę" i wystawiają kubły na śmieci dowiedziałem się po fakcie, z artykułu Jędrzeja na francuskie.pl
Pio306 dnia 26-08-2010 o godz. 20:25:21

Zibi_67 dnia 26-08-2010 o godz. 15:58:48 - to już jest porażka... jak wiesz, że tam zawsze "śmietnik" wystawiają:-)
Pio306 dnia 26-08-2010 o godz. 20:21:35

No proszę, jesteś Krzysiu jednak prawdziwym Polakiem... burzysz się dopiero wtedy jak cegła spadnie Ci na głowę:-). A nie lepiej byłoby burzyć się jeszcze przed jej spadnięciem??? Głupotę i ignorancję władzy wszelakiej trzeba zawsze i wszędzie tępić, nie tylko na poziomie strażników, tym wyżej, też się coś od nas należy:-). Zamiast wykłócać się ze strażnikami o znak, trzeba było położyć na masce krzyż i zostać, najlepiej z kolegą(bo w kupie siła), jego obrońcą:-)))) Nie dość, że działa... to jeszcze ubaw po pachy murowany:-))) Oto polska właśnie...
BTW: nigdy nie byłem zwolennikiem tych pacanów w "berecikach" z kraciastymi otokami i wolałbym by miasto za pieniądze wypłacane "straszakom" utworzyło  kilkanaście etatów w policji... ale pewnie polskie prawo na to nie zezwala... ot taki kraj:-)
Zibi_67 dnia 26-08-2010 o godz. 15:58:48

Moje niemiłe doświadczenia ze strażą miejską dotyczą tej formacji z Białego Boru i ich zamiłowania do umieszczania fotoradaru w miejscu, gdzie niby jest teren zabudowany, ale po jednej stronie krzaki, a po drugiej pole. Dwa razy mnie tam trafili, niestety... Pierwszy raz było ciemno, a drugi raz stał kubeł na śmieci (z wyciętą dziurą), k....., nie zauważyłem kabla za kubłem. Bywa, wolałem skupić się prowadzeniu auta, niż rozglądaniu się po krzakach, poza tym trochę się zapomniałem. Walczę z nimi, raz się udało, ciekawe, czy teraz też będzie sukces, czy jednak porażka...
KrzysiekG dnia 26-08-2010 o godz. 13:51:46

Miałem prawo domniemywać, że można tam parkować, bo po prawej stronie znak zakazu stoi. Po lewej samochody zatrzymują się bardzo często, a - jak się później okazało - zakaz jest tylko na pewnym odcinku. Niestety tym, na którym stałem.
Jeśli jednak rzeczywiście nie miałem racji, to strażnicy mieli prawo mnie ukarać. A skoro tego nie zrobili, bo zabrakło im pewności po mojej argumentacji, to tylko potwierdza tezę, że nader często są niedouczeni i nie znają przepisów, których przestrzegania próbują egzekwować.
gość dnia 26-08-2010 o godz. 13:35:44

Jeśli chodzi o pierwszą sytuację to sytuacja wcale nie była po pana stronie! Teoretycznie na drogach dwukierunkowych nie można stawać pod prąd, bo właśnie nie wiadomo wtedy jakie są znaki przy wjeździe z drugiej strony. Znak zakazu zatrzymywania się byłby umieszczony z lewej strony tylko wtedy, gdyby to była ulica jednokierunkowa.
Niewiele ponad rok temu robiłem prawo jazdy i informacja ta pochodzi od doświadczonego instruktora jazdy, czyli jest sprawdzona. Sam właśnie zrobiłem taki błąd i mnie łagodnie ochrzanił :)
Pozostałe wiadomości
Citroën C-Zero teraz od 16.300 euro (we Francji)
Jeden z głównych zarzutów pod adresem samochodów o napędzie elektrycznym, to cena zakupu. Eksploatacja jest tania, natomiast – jak przystało na nowinkę rynkową – kupno auta zasilanego z baterii obarczone jest sporym kosztem. Jest? W zasadzie było...
07.02.2012 r.
0 komentarzy więcej
 
Stronniczy przegląd prasy: „Auto Świat” nr 6/2012
Renault Clio III generacji można dostrzec na dole okładki aktualnego numeru tygodnika „Auto Świat”. To przyjemne francuskie autko porównano – w dziale Używane – z dwoma konkurentami – Fiatem Grande Punto oraz Volkswagenem Polo.
Wprawne oko dostrzeże jeszcze Renault Avantime’a na zbiorowym zdjęciu kilkunastu aut będącym zapowiedzią... testu drzwi samochodowych.
My zaś sprawdzimy, czy całe to wydanie warte jest wydania pieniędzy, jeśli szuka się w czasopismach przede wszystkim samochodów francuskich.
07.02.2012 r.
0 komentarzy więcej
 
Citroën DS3 znów wyróżniony!
W plebiscycie The Best Car 2011 ogłoszonym przez Onet.pl wyłoniono zwycięzców w ośmiu kategoriach. Za najbardziej designerskie auto Internauci uznali Citroëna DS3. Najmniejszy model z linii DS dostał 53% głosów i zdeklasował konkurencję!
07.02.2012 r.
0 komentarzy więcej
 
Walentynki z Citroënem (C for 2)
Z okazji Dnia Świętego Walentego, czyli popularnych Walentynek, Citroën, marka wzbudzająca wiele pozytywnych uczuć, postanowiła zaproponować swoim fanom coś specjalnego. Naturalnie łatwiej będzie, jeśli mieszka się w Paryżu, czy okolicach, ale w gruncie rzeczy wystarczy dostęp do Internetu, by skorzystać przynajmniej z części atrakcji.
07.02.2012 r.
0 komentarzy więcej
<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 następne >>
Forum
przejdź
Ankieta
pozostałe
Czy odczuwasz podwyżkę VAT?

Tak, bardzo
Trochę
Nie
Głosów: 402 | Wyniki