•   
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •  

Wiele osób zadaje sobie dzisiaj pytanie, czy warto kupić samochód na prąd. Powodów może być kilka. Przede wszystkim nadal darmowe stacje ładowania, a więc niskie koszty eksploatacji. Do tego darmowy parking w centrum miasta oraz możliwość jazdy bus pasami. Korzystaliśmy tydzień z Renault Zoe, by przekonać się, czy ten samochód sprawdza się w wielkim mieście. Zapis wrażeń znajdziecie poniżej. Poczytajcie.

Dzień 1 – jak się je samochód elektryczny

Renault Zoe to nieduże, miejskie auto, rozmiarów mniej więcej Clio. Odbieram go z salonu Renault na ulicy Puławskiej. Pozornie wszystko jest takie samo, jak w przypadku normalnego samochodu. Jest kierownica, automatyczna skrzynia biegów. Krótka instrukcja obsługi ładowania i mogę ruszać. Na małym wyświetlaczu niepokojąca informacja o zasięgu – zaledwie 300 kilometrów. Trochę się obawiam, bo mój normalny Renault przejeżdża po mieście więcej niż 400 na jednym tankowaniu.

Naciskam guzik start i… guzik. Nic nie słychać. Odruchowo sprawdzam, czy wszystko jest w porządku. Ale owszem, jest. Tutaj nie ma po prostu silnika spalinowego. Nie ma żadnych wibracji. Tylko napis READY na wyświetlaczu. Powoli ruszam i przez pierwsze kilka godzin jeżdżę bardzo ostrożnie i zachowawczo. Powoli, z namysłem. Tego dnia przejeżdżam 70 kilometrów. Podoba mi się jak cicho jest w środku, to, że nie słychać silnika jest naprawdę niesamowite. Uczucie trochę jak na rowerze, ale rowerze z karoserią. Zasięg spadł do 250 kilometrów. Nie jest źle.

Dzień 2 – szkoła bus pasów, spotkanie z policją

Samochody elektryczne mogą korzystać z bus pasów. W wielkim mieście to istne zbawienie, bo samochodów mnóstwo, mostów mało. Przekonuję się, jak bardzo nasi kierowcy nie dojrzeli do samochodów elektrycznych. Kierowca autobusu mnie obtrąbił, że blokuję mu pas. Naklejki na drzwiach nic mu nie powiedziały. Inni kierowcy próbują złośliwie zajeżdżać drogę – niekiedy. Nawet policja próbowała mnie zatrzymać. Dopiero gdy zauważyli, że to samochód elektryczny, to machnęli ręką.

Jeżdżenie bus pasami pozwala ominąć korki. Ale nie jest ani łatwe ani przyjemne, bo wiele osób, widząc, że osobówka pomyka takim pasem, samemu zjeżdża na niego i zajeżdża drogę, blokuje. Potrzeba zdecydowanie więcej edukacji!

Sama świadomość jeżdżenia samochodem elektrycznym jest bardzo fajna. Podwożę kilku znajomych w różne miejsca. Wszyscy zachwyceni. Mina rzednie dopiero wtedy, kiedy dowiadują się ceny. Tyyyyyyle kasy za Renault? – pytają. Ale z drugiej strony owo „tyle kasy” zwraca się po jakimś czasie. Spróbuję to później policzyć.

Dzień 3 – ale ta ładowarka jest zajęta!

Trzeci dzień oznacza testy ładowania. Muszę się wybrać do jednego ze słupków, który umożliwia bezpłatne „zatankowanie” samochodu. W moim wielkim mieście jest ich teoretycznie bardzo dużo. Dzień wolny od pracy, nie spodziewam się problemów. Jednak nie ma lekko, drodzy Państwo. Naprawdę nie ma lekko. Poszukiwania rozpoczynam od mapy ładowarek i ruszam.

Testujemy DS 7 Crossback 2.0 HDi EAT8: 2200 kilometrów w 3 dni!

Godzina 10:00, ładowarka przed miejskim ratuszem. Niestety… oba miejsce zajęte. Ładuje się Nissan Leaf oraz jego brat bliźniak. Na wyświetlaczu tyle godzin do naładowania, że szybko opuszczam to miejsce. Godzina 10:15, Centrum Nauki Kopernik. Oba miejsca przy ładowarce zajęte. Zwykłymi samochodami, a ja nie mogę się tu zatrzymać i ładować. Godzina 10:20, 300 metrów dalej są ładowarki przy siedzibie firmy. Cztery miejsca wolne, luksus. Lecę wkładać wtyczkę. Najpierw od strony samochodu, później do ładowarki. Renault chwilę szumi, piszczy i wyświetla wyrok – trzy godziny. Za to kompletnie za darmo. Czas na lody i spacer nad Wisłą.

Później pojeździłem jeszcze trochę po różnych ładowarkach. Większość była zajęta. Samochody elektryczne zaczynają być popularne.

Pewien problem sprawiają kable do ładowania. Są grube, ciężkie i wyjątkowo nieporęczne. Zajmują dużo miejsca. Facet sobie poradzi, ale to nie jest rozwiązanie dla delikatnych kobiecych dłoni z wypielęgnowanymi paznokciami. Szczególnie w czasie deszczu, gdy kabel ciągnie się po ziemi, asfalcie, a potem robi się brudny i śliski. Czekam na technologię bezprzewodową.

No i jedna ważna rzecz – Zoe ma też ładowarkę ze zwykłego gniazdka. Wtedy trwa to nawet kilkanaście godzin, ale na takie nocne ładowanie jest ok. Ta przyjemność wymaga jednak dopłaty.

Dzień 4 – na sportowo czy statecznie?

W czwartym dniu znam wszystkie plusy i minusy elektrycznego samochodu na wylot. Jeżdżę niczym rasowy pirat drogowy, może nie za szybko, za to często gaz w podłodze. Renault Zoe zachowuje się jak gokart. Uwielbiam startować spod świateł i obserwować zdumione miny kierowców bardzo mocnych sportowych samochodów.

Renault Zoe jest jak znikający punkt. Błyskawicznie przyspiesza, nie czyniąc przy tym najmniejszego hałasu. Za przyspieszanie i jazdę na sportowo płaci się jednak karę – w postaci dużego zużycia energii. W zasadzie jazda Renault Zoe może być bardzo ekonomiczna, wtedy bez specjalnych szaleństw przejedziemy tych 300 kilometrów, albo bardzo dynamiczna. Zasięg leci na łeb na szyję i z obiecanych 300 robi się jakieś 176,5.

Ale elektryczny silnik kusi, bo tu nie ma skrzyni biegów, a maksymalny moment obrotowy dostępny jest od samego początku.

Ciąg dalszy nastąpi! Przede mną jeszcze trzy dni jazdy. Zobaczcie jeszcze, jak komentowaliśmy pierwszą jazdę Zoe 5 lat temu:

 

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

Galeria

Newsletter

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena samochodu

19
Dodaj komentarz

avatar
1024
  
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
7 Wątki komentarzy
12 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
11 Autorzy komentarzy
ŁukaszWiktorAdamMarcinQbi Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michał
Gość
Michał

Droga redakcjo,

w obliczeniach „czy to się opłaca” proszę uwzględnić a) ładowanie z domowego gniazdka b) komercyjny cennik sieci stacji ładowania GreenWay Polska czy jak to się nazywa.

Przy tych cenach, opłacalność samochodu elektrycznego jest znikoma

Rex
Gość
Rex

Drogi Michale, przy ładowaniu z domowego gniazdka, przy taryfie nocnej, koszt 100km to 5 zł.
Policz ile za gaz.

Michał
Gość
Michał

Jak napisał ktoś poniżej- porównaj cenę Zoe i porównywalnego Clio. Ile kilometrów trzeba przejechać by różnica się zwróciła? Po drugie, jak zwykle bierzesz do wyceny najbardziej korzystny scenariusz. Ja nie mam taryfy nocnej. nie wiem czy te 5zł uwzględnia sprawność ładowarki itd. Ponadto- prognozy dotyczące cen prądu są mocno niepokojące. Ja jestem potencjalnym klientem na samochód elektryczny. Jeżdżę do pracy 24 km w jedną stronę, mam gniazdko w miejscu parkowania i „siłę” w garażu. Chętnie nabyłbym takiego rumaka, ale w cenie max 70tys PLN, czyli dobrze wyposażonej klasy B, a nie dwukrotnie wyższej. Ponadto- czekam na przełom. Albo drastyczne skrócenie… Czytaj więcej »

Michał
Gość
Michał

dodam, że to pierwsze ( skrócenie czasu ładowania) uważam za mało realne bo zwyczajnie wymaga to podciągnięcia dużej mocy – praw fizyki pan nie zmienisz. O szybkim ładowaniu z domowego przył,acza nie ma mowy. dlatego Superchargery do elektrycznych ciężarówek Tesli maja mieć przyłącza pod 1 MW…

Marcin
Gość
Marcin

Niedrogo kupisz używaną hybrydę PHEV, na przykład Opel Ampera, Chevrolet Volt – spokojnie poniżej 50tys. Roczny koszt paliwa przy przebiegu rzędu 10tys km (tylko na prądzie) to ok 600zł, gdzie benzyniakiem jakieś 3000zł więcej. Na większe budżety są np. Mitsubishi Outlandery a ostatnio ze średnich rozmiarów KIA Niro ale to nowość więc używek u nas brak, w niemczech od 25k eur. Najfajniejszy technicznie jest nowy Chevrolet Volt (po 2016) ale w europie go nie ma, tylko wersje USA, on na prądzie przejedzie 100-130km a na pełnym baku jeszcze z 700km. PHEV jest dużo lepsze od obecnie dostępnych elektryków ze względu… Czytaj więcej »

Łukasz
Gość
Łukasz

Opłacać na pewno się nie opłaca. Może być to fajne miejskie auto (drugi lub trzeci samochód) do jazdy na krótkich dystansach – do sklepu, pracy, szkoły, przedszkola itp. Trzeba mieć mnóstwo pieniędzy, żeby sobie pozwolić na taką zabaweczkę no i najważniejsze – garaż a to jak wiadomo w naszym pachnącym cebulą kraju prawdziwy luksus. Każdy zdrowo myślący człowiek wybierze np. sporo tańszego, znacznie bardziej wszechstronnego i po prostu dużo lepszego Captura 1.3

cindar
Gość
cindar

Jasne, że się opłaca. Tylko jest to kwestia modelu w jakim używasz auto

ŁukaszWwa
Gość
ŁukaszWwa

Ja widzę to tak:
Gabarytowo ZOE odpowiada Clio. Cena Clio TCE 90KM Limited: 54 100. Cena ZOE R90 ZE40 Life: 132 500. Różnica – niezależnie czy przy zakupie czy w sumie rat leasingu – wyniesie ok 70-75 000 zł. Na dodatek Clio można swobodniej podróżować bez obaw o zasięg, dostępność stacji, czas ładowania…
W jakim modelu ZOE może się opłacać? Nie pytam złośliwie, tylko z ciekawości wink

Marcin
Gość
Marcin

Zależy ile jeździsz. Przejechanie elektrykiem 100tys km to koszt „paliwa” 6000zł a Clio ok 35000zł. Do tego dojdą jakieś przeglądy, rozrząd itp w Clio w tym czasie, myślę że może się uzbierać z 3000zł dodatkowo. Po około 250tys km elektrykiem wychodzisz na zero. Bateria powinna wytrzymać 500tys km. A jeżeli tak jak ja masz w domu fotowoltaikę i prąd masz właściwie za darmo to z elektryka ściągasz jeszcze te kilkanaście tys kosztów prądu.. Ale też bym nie kupił obecnie pełnego elektryka ze względu na zasięgi, jedynie dla żony jako drugie auto, ale wtedy 200tys km nie obejrzy przez 20 lat..… Czytaj więcej »

Michał
Gość
Michał

35 zł / 100 km ? Za ostatnie dwa lata koszt przejechania 100 km w prawie dwutonowym 508 to 37 zł.dane rzeczywiste.

Marcin
Gość
Marcin

Ale ja liczyłem wg dzisiejszych kosztów paliwa a nie tych 2 lata wstecz, 2 lata temu 95 nie kosztowala 5zl. Suche dane żeby obliczyć kiedy elektryk wyjdzie na zero. Do tego tak jak napisałem jak ktoś ma fotowoltaikę, to może takim autem jeździć już praktycznie całkiem za darmo bo ma w domu własną ‚stację benzynową’. Np. instalacja 6kw wyprodukuje w słoneczny dzień około 30-40kwh prądu. W moim przypadku zużycie na dom to ~10kwh dziennie, elektryk zużywa ok 11 na 100km czyli z tego co instalacja wyprodukuje można jeszcze naładować auto na 300km każdego dnia a raczej na razie nikt nie… Czytaj więcej »

ŁukaszWwa
Gość
ŁukaszWwa

250 tys km – czyli dla klienta indywidualnego pewnie ok 15 lat, żeby wyjść na zero – i to nie uwzględniając kosztu pieniądza w czasie… I z wszystkimi ograniczeniami użytkowymi (zasięg, osiągi, czas ładowania). Ja jednak póki co podziękuję smile
PS No i można kupić Clio z fabrycznym TCe LPG, które to samo 100 tys km pokona za 20000zł…

Adam
Gość
Adam

Narazie opłacalność samochodów elektrycznych według mnie najlepiej pokazuje przykład Danii. Gdy pomniejszono ulgi podatkowe dla osób kupujących takie samochody, sprzedaż spadła o 60%, a dalej płacą oni niższy podatek niż ci, którzy zdecydują się na samochód z napędem spalinowym. Dopóki rząd musi w ten sposób zachęcać do kupowania elektryków, nie będą one opłacalne.

Łukasz
Gość
Łukasz

No nie do końca tak jest, że oplacalnosc rzeczywiscie jest znikoma… Ładowanie w domowym gniazdku – sorki ale odpada przy wyjazdach słuzbowych i powrotach pozna noca a nastepnie wstawanie wczesnym rankiem na nowa trase. 8h ładowania to nie jest moja bajka… Ładuje na greenway’u i jakos nie zbankrutowałem poki co… ceny za ładowanie sa takie jak przy tankowaniu paliwem ekonomicznego spaliniaka. A dodatkowo auta elektryczne są całkowicie bezawaryjne. Przez 2 lata uzytkowania nie mialem ani jednej awarii. Koszty eksploatacji sa naprawde niewielkie. Gra jest warta świeczki moim zdaniem

ŁukaszWwa
Gość
ŁukaszWwa

Zakup ZOE czy innego elektryka to chyba nie tyle przejaw ekonomicznej opłacalności czy faktycznych zalet pojazdu, co deklaracja bycia „pro-eko”. Co nawiasem mówiąc w realiach energetyki opartej o węgiel jest dość dyskusyjne smile

Persy
Gość
Persy

Nie jestem przeciwnikiem elektrycznych, nawet bym sobie może kupił gdyby nie: – czas ładowania – na razie dyskwalifikujący – ładowanie musi trwać max 15 minut i dawać zasięg min 400 km. – brak ładowarek (przy czym nawet nocne ładowanie z gniazdka jest problem gdy się mieszka w bloku) – muszę mieć pewność, że gdzie nie pojadę, będę mógł się doładować i nie będę musiał szukać ładowarki (do tego sprawnej i nie zajętej) po całym mieście. Poza tym, jeśli chodzi o niskie koszty prądu to też bym się tak nie napalał. Gdy liczba elektryków zacznie rosnąć politykom na pewno nie ujdzie… Czytaj więcej »

Qbi
Gość
Qbi

Hej,

jak wygląda kwestia ładowania z szybkich ładowarek? Widziałem gdzieś informacje, że Zoe ogarnia tylko 22 kW, natomiast w wielu miejscach można spotkać już ładowarki 50 kW.

ŁukaszWwa
Gość
ŁukaszWwa

W cenniku ZOE jest napisane tak: „Układ ładowania Caméléon™ do ładowania akumulatora trakcyjnego z różnych typów terminali dostosowując się do maksymalnej dostępnej ich mocy (prądu jedno- lub trójfazowego, do 43 kW)”

Wiktor
Gość
Wiktor

Ja już kiedyś powiedziałem, że mając dom w mieście i wykorzystując auto do jazdy po mieście, to bym pomyślał nad zakupem elektryka. Ale mieszkając w bloku, nie mając garażu, mając do pracy dość blisko, auto wykorzystuje raczej do zakupów (tych większych), załatwienia sprawy oraz wycieczek pod miejskich, to u mnie takie auto nie ma sensu. Plus jeszcze cena zakupu.